- Odpadli - powiedziałam sama do siebie. - Odpadli.
- Tak proszę pani, Hiszpania odpadła. Jakiś problem?
- Mam panu powiedzieć jaki mam pieprzony problem?! To jest reprezentacja której kibicuję, TO są moi przyjaciele i zaraz tu podejdą ze łzami w oczach i będą czekać aż powiem coś innego niż "nic się nie stało, nawet najlepszym się zdarza", ale ja nie będę w stanie nic wydusić, bo nie mogę! W tym tkwi ten pierdolony problem! Ale pan tego nie zrozumie, bo jest tu pewnie tylko w sprawach służbowych. Niech pan mi jeszcze powie, że nie lubi piłki nożnej, a moja pięść zapozna się z pana twarzą - krzyczałam wkurwiona już nie na żarty. A facet jeszcze bardziej wyprowadził mnie z równowagi mówiąc to, czego mu zabroniłam. Już miałam mu przypierdolić, ale poczułam jak ktoś mnie obejmuje i przenosi przez barierki z dala od tego idioty.
- Sanchez, do cholery jasnej, postaw mnie na ziemi!
- Dobra, dobra... Chłopcy jak tylko zobaczyli, że zaczynasz się tam kłócić, kazali mi cię zabrać, bo na nich trener się wydziera. I widzę, że przyszedłem w samą porę, bo facet źle by skończył - powiedział ze śmiechem. Miał się z czego cieszyć. Prawdę mówiąc, powinnam być na niego wściekła, ale nie mogłam. Po prostu się do niego przytuliłam i zaczęłam płakać. Przykro mi z powodu Hiszpanów, miałam nadzieję, że obronią mistrzostwo. - Nie lubię twojego kraju Alexis.
- Przepraszam. O, patrz! Twoi Hiszpanie już są wolni, idź do nich - dał mi buziaka w policzek i pchnął w kierunku "moich facetów". Pierwszy napatoczył mi się Czesio. Przytuliłam go, ale nie potrwało to długo, bo od razu zostałam porwana przez Casillasa, który nie chciał mnie "wypuścić".
- Skarbie, strasznie mi przykro...
- Zamknij się i nie odchodź, dobra? - zapytał.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.
- Tak proszę pani, Hiszpania odpadła. Jakiś problem?
- Mam panu powiedzieć jaki mam pieprzony problem?! To jest reprezentacja której kibicuję, TO są moi przyjaciele i zaraz tu podejdą ze łzami w oczach i będą czekać aż powiem coś innego niż "nic się nie stało, nawet najlepszym się zdarza", ale ja nie będę w stanie nic wydusić, bo nie mogę! W tym tkwi ten pierdolony problem! Ale pan tego nie zrozumie, bo jest tu pewnie tylko w sprawach służbowych. Niech pan mi jeszcze powie, że nie lubi piłki nożnej, a moja pięść zapozna się z pana twarzą - krzyczałam wkurwiona już nie na żarty. A facet jeszcze bardziej wyprowadził mnie z równowagi mówiąc to, czego mu zabroniłam. Już miałam mu przypierdolić, ale poczułam jak ktoś mnie obejmuje i przenosi przez barierki z dala od tego idioty.
- Sanchez, do cholery jasnej, postaw mnie na ziemi!
- Dobra, dobra... Chłopcy jak tylko zobaczyli, że zaczynasz się tam kłócić, kazali mi cię zabrać, bo na nich trener się wydziera. I widzę, że przyszedłem w samą porę, bo facet źle by skończył - powiedział ze śmiechem. Miał się z czego cieszyć. Prawdę mówiąc, powinnam być na niego wściekła, ale nie mogłam. Po prostu się do niego przytuliłam i zaczęłam płakać. Przykro mi z powodu Hiszpanów, miałam nadzieję, że obronią mistrzostwo. - Nie lubię twojego kraju Alexis.
- Przepraszam. O, patrz! Twoi Hiszpanie już są wolni, idź do nich - dał mi buziaka w policzek i pchnął w kierunku "moich facetów". Pierwszy napatoczył mi się Czesio. Przytuliłam go, ale nie potrwało to długo, bo od razu zostałam porwana przez Casillasa, który nie chciał mnie "wypuścić".
- Skarbie, strasznie mi przykro...
- Zamknij się i nie odchodź, dobra? - zapytał.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.
***
- Ja pierdole, ci idioci też odpadli?!- Czyli wszystko idzie zgodnie z planem - powiedział pod nosem Torres.
- Co?
- Nic, nic! - popatrzył wymownie na Ikera i wskazał balkon. Oboje wyszli.
- Rozmawiałeś z nim?
- Tak i niemalże od razu się zgodził, bo chce ją odzyskać. Kocha ją i zrobi wszystko, żeby znowu byli razem... - kiedy kończył na balon wszedł Ramos. On też o wszystkim wiedział, spokojnie.
- Musimy wszystko zorganizować. Ma być idealnie.
***
Nie wiem o co chodzi, ale Sergio kazał mi się zrobić na bóstwo i dał mi na to dwie godziny. Dzięki Ramos, na pewno się wyrobię! - Pomóc ci?
- Wzięłaś jakaś zajebistą sukienkę, w której będę wyglądać jak milion dolarów? - zapytałam, choć wiedziałam, że odpowiedź brzmi 'tak'. Colleen zawsze ma ze sobą co najmniej trzy takie sukienki.
- Fioletowa, czarna czy szmaragdowa? - uśmiechnęła się z wyższością. Chciała mi pomóc.
***
Zadzwonili do mnie Hiszpanie i powiedzieli, że mam się z nimi natychmiast spotkać, bo muszą coś ze mną omówić. Nie wiem co się dzieje, ale zgodziłem się. Brzmieli bardzo wesoło. Za bardzo. Ale im ufam.
- O co chodzi? - zapytałem na wstępie.
- Masz randkę.
- Co? Z kim?
- Z twoją byłą dziewczyną. Wiemy, że chcesz ją odzyskać i ci w tym pomożemy, bo Kate jest nieszczęśliwa bez ciebie. Oczywiście - powiedział skromnie Ramos. - My zawsze poprawiamy jej humor, ale nie na długo. Kiedy wraca do domu znów zamyka się w sobie. Bierze lody, wino i siada przed telewizorem.
- Skąd wiecie?
- Wysłałem kiedyś Sarę na babski wieczór z nią i to właśnie tak wyglądało. Opowiadała jej o roku bez ciebie. Więc rusz dupę w troki i wdziej jakieś eleganckie wdzianko, bo ona już się szykuje. Za półtorej godziny masz być na miejscu. Ja ją przyprowadzę. Nie martw się, będziemy w tej restauracji na kolacji. WSZYSCY. I będziemy siedzieć tak, żebyśmy my was widzieli, a wy nas nie. Zgoda?
- Zgoda. Będę tam.
***
- Ikuś, po cholerę kazaliście mi się tak wystroić? Idę z wami tylko na kolację - zaśmiałam się, ale Casillas dalej był poważny. Nawet na mnie nie spojrzał. - Iker? Casillas? Hej, powiedz coś.
- Nie idziesz na kolację z nami. I zanim nas zabijesz to, proszę, zostań z nim chociaż przez chwilę. Proszę. Jeśli nie zrobisz tego dla niego albo dla siebie, to zrób to dla mnie. Bo, skarbie, nie mogę znieść tego, że cierpisz. Jesteś moją przyjaciółką i chcę dla ciebie jak najlepiej.
- Nie... Nie zrobiłeś tego...
- Przepraszam... A teraz, błagam cię, wejdź tam i wysłuchaj go.
- Dobrze - poddałam się. Nie dałabym rady mu odmówić.
- Kate.
- Hej.
- Pięknie wyglądasz - wiedziałam o tym, ale lubiłam to słyszeć. Zdecydowałyśmy się z Colleen na szmaragdową. Powiedziała, że będzie podkreślać kolor moich oczu. Bzdury. Ale była cudowna. Wstał, żeby odsunąć mi krzesło od stołu. Zawsze tak robił. Dżentelmen.
- Pół godziny.
- Co? - wyglądał na zdezorientowanego.
- Masz 30 minut na wyjaśnienia, potem wychodzę. I chcę żebyś wiedział, że nie robię tego dla żadnego z nas.
- Wiem, że nie wybaczysz mi od tak. Wiem to. Ja... zachowałem się jak dupek zostawiając cię bez słowa wyjaśnienia. Jednak musiałem to zrobić...- przerwałam mu.
- Dlaczego?
- Pewna osoba uważała, że nie jestem dla ciebie odpowiedni. I groziła, że jeśli tego nie zrobię, coś ci się stanie. Nie chciałem tego. Zrozum, zrobiłem to, żeby cię chronić. Tylko po to. W innym przypadku nigdy bym cię nie opuścił... - kiedy to mówił, jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. On ją starł. Nie opierałam się, brakowało mi jego dotyku. Brakowało mi całego jego. - Kocham cię. Zrozum to wreszcie do cholery i daj mi szansę.
- Pół godziny.
- Co? - wyglądał na zdezorientowanego.
- Masz 30 minut na wyjaśnienia, potem wychodzę. I chcę żebyś wiedział, że nie robię tego dla żadnego z nas.
- Wiem, że nie wybaczysz mi od tak. Wiem to. Ja... zachowałem się jak dupek zostawiając cię bez słowa wyjaśnienia. Jednak musiałem to zrobić...- przerwałam mu.
- Dlaczego?
- Pewna osoba uważała, że nie jestem dla ciebie odpowiedni. I groziła, że jeśli tego nie zrobię, coś ci się stanie. Nie chciałem tego. Zrozum, zrobiłem to, żeby cię chronić. Tylko po to. W innym przypadku nigdy bym cię nie opuścił... - kiedy to mówił, jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. On ją starł. Nie opierałam się, brakowało mi jego dotyku. Brakowało mi całego jego. - Kocham cię. Zrozum to wreszcie do cholery i daj mi szansę.
Co? Co on powiedział?
Kocham cię?
Nagle zorientowałam się, że nachyla się nade mną małe stadko Hiszpanów.
- Ja też cię kocham... Ale, przepraszam, ja nie jestem w stanie ci wybaczyć. Nawet po tym co mi dzisiaj powiedziałeś - oznajmiłam i wstałam od stołu najszybciej jak się dało. Nikt mnie nie gonił. Po prostu wyszłam i wróciłam do hotelu.
~*~
Hej, tak, no, to jest do dupy powinno wam się spodobać chyba
Także.... Do następnego ;)
Buziaki ;*