wtorek, 19 sierpnia 2014

IX.

Dlaczego?
Dlaczego on mi to zrobił? 
Teraz, kiedy wszystkie wspomnienia, dobre i te złe, wróciły ze zdwojoną siłą, znowu zaczęłam się nad tym zastanawiać. A prawdę mówiąc mam na to czas, bo tu, w obozie reprezentacji Hiszpanii na razie nic się ciekawego nie dzieje.  
Nie skontaktował się ze mną ani razu od naszego rozstania. 
Ja tego nie chciałam. 
Nie chciałam się rozstawać.
Ja chciałam Jego.
Ale on postanowił coś zupełnie innego. 
A teraz nagle postanowił mnie odzyskać?
On cię dalej kocha.
Dalej mnie kocha? Gdyby mnie kochał, to zrobiłby coś dużo wcześniej, a nie po cholernym roku. 365 dniach. Nie wiem jak dla niego, ale dla mnie to była wieczność. Przez parę pierwszych miesięcy umierałam. Z tęsknoty za nim, za jego pocałunkami. Za wszystkim. 
Nie można było do mnie dotrzeć. Nie rozmawiałam z własną przyjaciółką. A potem chciała mnie wysłać do psychologa. Dzięki Collen, też cię kocham.
A ty dalej kochasz jego.
I co z tego? Już za późno... Tak sądzę. Nie wiem czy jestem w stanie mu wybaczyć, nawet jeśli zacząłby robić wszystko, żeby mnie odzyskać. Po prostu nie wiem, okay? Nie przeżyłaś czegoś takiego, więc nie mów, że wiesz lepiej. 

Jak to się stało? 
Naprawdę chcesz wiedzieć? 

- Koooooooochaaaaaanie! Jadę na zakupy z Colleen, postaram się szybko wrocić - zaśmiałam się i dałam mu buziaka na pożegnanie. wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ostatniego. 
- Paa, baw się dobrze Myszko - powiedział pieszczotliwie. Po tym jak wyszłam musiał zacząć pakować swoje rzeczy, miał naprawdę dużo czasu. Nigdy nie wracałam z zakupów z Col po mniej niż 5 godzinach. Po prostu zabrał swoje najpotrzebniejsze rzeczy i ubrania, w których ja nie chodziłam. (uwierzcie mi na słowo, miał tak zajebiste ubrania, że nawet ja się w nich pokazywałam.) Kiedy wróciłam do mieszkania nie było go. Zostawił tylko liścik na kuchennym blacie....
Przepraszam Myszko, kiedyś ci to wytłumaczę.
Kocham Cię. 
W tym momencie zawalił się cały mój świat. Łzy leciały z moich oczu jak małe wodospady. W pierwszej kolejności zadzwoniłam do Aarona z zapytaniem, czy może On nic mu o tym nie mówił. 
Ale na próżno. 
Nawet nie dzwoniłam do Colleen. Wiedziałam, że jej narzeczony o wszystkim jej powie. Nie myliłam się, była u mnie po 10 minutach i po prostu siedziała trzymając mnie w ramionach. 
Była. 

To cała historia?
Potem, jak mówiłam wcześniej, było parę miesięcy ciężkiej depresji po "stracie" osoby, którą kochałam najbardziej na świecie. Dalej kocham, ale to już się nie liczy, bo on wraz ze swoim odejściem przestał o mnie walczyć. Poddał się. A następną walkę podjął dopiero teraz, po tak długim czasie. 
Przepraszam. Jakieś 4 miesiące po jego odejściu dostałam sms'a z nieznanego numeru... 

Loving you is so hard, you know?

Wiedziałam, że to on, ale każda próba kontaktu kończyła się fiaskiem.... Żadnych raportów dostarczenia, żadnych odpowiedzi... 
Nic. 
Po tygodniu prób zaprzestałam wiedząc, że już go nie zobaczę, nie usłyszę, nie pocałuję. Nigdy. 
Teraz już jest lepiej. Nie myślę, ughh przepraszam, myślałam o nim tak dużo, ale teraz to wróciło. DZIĘKI KOCHANIE! 
Musiałeś mnie odbierać z tego pierdolonego lotniska? Musiałeś? 

*** 
- Przepraszam - darła się moja przyjaciółka. - Przyjechałam tu do Kate Trevino. Macie mi w tej chwili powiedzieć, gdzie znajduje się jej pokój!
- Pani Trevino nie mówiła, że spodziewa się gości. 
- Kurwa mać - powiedziała i zadzwoniła do mnie. - Kate, czy mogłabyś do cholery powiedzieć mi, na którym piętrze i w którym pokoju mieszkasz? 
- Hahahaha, 23 piętro, pokój 2356, nie przejmuj się recepcjonistką i chodź. 
Jak powiedziałam, tak zrobiła. Nie odezwała się słowem do pani za ladą, wzięła swoją walizkę i poszła do windy w akompaniamencie krzyków tejże właśnie pani, z uśmiechem zwycięstwa na twarzy. 

Już chwilę później wparowała do apartamentu, jak na Colleen przystało. Bez pukania. Po prostu wzięła i otworzyła drzwi na oścież. 
- Colleen, co byś zrobiła, gdybym na przykład teraz uprawiała seks na kanapie razem z Fernando Torresem, hmmm? 
- Cześć Kate, też miło Cię widzieć - powiedziała z uśmiechem i wpadła w moje szeroko otwarte ramiona. Stęskniłam się za nią. Cholernie. - Wracając do twojego pytania... Wykastrowałabym go - zasmiała się, a ja jej zawtórowałam.

***
- Cesc, słonko, mógłbyś się uśmiechnąć? - zapytałam. Czesiu zrobił o co prosiłam, ja cyknęłam mu piękne zdjęcie, a Colleen udawała, że ma odruch wymiotny. Powiedziałam jej:
- Jak jeszcze raz zrobisz coś takiego, to odeślę cię najbliższym samolotem do Anglii. A teraz uśmiech! 
- Za fotografa też robisz? 
- Tak Nando, i dodatkowo mi za to płacą, więc macie na nich wyglądać profesjonalnie hahahaha. 
- Się robi kapitanie! - cała reprezentacja krzyknęła i zasalutowała. Kocham tych wariatów. 

*** 
Heeeeej....
Podoba się? 
Następny postaram się dodać jak najszybciej :)
Buziaki ;**

1 komentarz:

  1. Podoba mi się :) Zresztą jak zawsze.
    Jedno: więcej Torresa!
    Ja mam nadzieję, że jak najszybciej! :D
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń