wtorek, 12 sierpnia 2014

VII.

- Rozmawiaj ze mną, dopóki nie wejdę do samolotu, proszę. Ostatni raz taki długi lot odbywałam razem z nim, a po drugie strasznie mi się nudzi samej. Czemu nie możesz lecieć ze mną?
- Oj, kochanie. Nie mogę przylecieć, bo mam na głowie mój ślub, który zbliża się wielkimi krokami. A po drugie, będziesz tam miała tych swoich Hiszpanów - wyczuwałam przez telefon sarkastyczny ton jej głosu. Powiem tak. Colleen bardzo nie lubi reprezentacji Hiszpanii i ogólnie tego kraju, wręcz nienawidzi. Więc wyobraźcie sobie, co biedna musiała czuć, kiedy powiedziałam jej, że przeprowadzam się do Madrytu. Bójcie się Boga ludzie, serio. Chciała rzucić we mnie jej ulubionym wazonem. Dobrze, że akurat wtedy Aaron wszedł do mieszkania, inaczej chyba opłakiwałaby moją śmierć w więzieniu. 
- Skarbie, oni nie są tacy okropni za jakich ich masz - zaśmiałam się. - Gdybyś ich poznała....
- Nie chcę ich poznawać! Ja mam swoją jedyną, ukochaną reprezentację i ona mi starczy. 
- Dobra, już się tak nie denerwuj  bo złość piękności szkodzi. Kończę, bo już wchodzę na pokład, dam znać jak dolecę do Rio. Kocham Cię! 
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. Okay, do usłyszenia. Też cię kocham. 
Może ktoś chce zabrać mnie jakimś nadnaturalnie szybkim odrzutowcem do Brazylii, co? Naprawdę nie mam ochoty spędzać 17 godzin, z przesiadką w samolocie. Nikt nie chce? Dzięki wielkie. Reprezentację pewnie jakimiś czarterowymi samolotami tam latają, a ja muszę takim zwykłym i jeszcze w dodatku w klasie ekonomicznej! Michael, mogłeś się bardziej postarać i przynajmniej mi jakąś biznesową załatwić. Zajęłam swoje miejsce, obok jakiegoś dziecka (mam się bać?), rozwaliłam się jak u siebie w domu i od razu zasnęłam. Nie czepiajcie się, jest już wieczór, a ja przez całą noc nie spałam, bo tak się stresowałam lotem. Do Anglii albo czegoś w tym stylu nie boję się latać, ale w tak dalekie podróże nigdy nie latałam sama. Aż do teraz. 
Po przesiadce w Paryżu znowu zasnęłam i obudziła mnie dopiero stewardessa, kiedy to już szykowaliśmy się do ładowania w Rio de Janeiro. Jezu, mam nadzieję, że jego reprezentacja przyleciała wcześniej i przypadkiem na nich nie wpadnę. Chyba bym tego nie przeżyła. W czasie czekania na mój bagażu, postanowiłam zadzwonić do Colleen. 
- Cześć Col, już doleciałam, właśnie czekam na walizkę.
- Haha, sorry, ale Colleen jest pod prysznicem - usłyszałam w słuchawce głos mojego przyjaciela. - Mimo to przekażę jej, że jesteś cała i zdrowa. Ja też się cieszę. 
- Dzięki Aaron, to miło, że się o mnie tak martwcie, ale nie potrzebnie. 
- Oboje wiemy, że boisz się latać tak daleko sama. 
- Przespałam całą drogę, wiec nawet o tym nie myślałam - wytłumaczyłam. - O, mój bagaż nadjeżdża, czekaj... Okay. To ja kończę, idę złapać jakąś taksówkę. Buziaki z Rio! - zaśmiałam się i cmoknęłam do telefonu. 
- Hah, buziaki z Londynu! - w odpowiedzi usłyszałam to samo, a potem się rozłączyłam. Teraz tylko muszę jakoś dotrzeć do hotelu i... Nagle zmarłam. On był na lotnisku. Ale co tu robił do kurwy nędzy?! Przecież... Wygląda tak, jakby na kogoś czekał... Tylko na kogo? 

***
Gdzie ona jest?, pomyślałem. Od Aarona wymusiłem, żeby powiedział mi co się z nią dzieje, bo z jego szaloną narzeczoną nie do się porozmawiać. Powiedział mi, że była u nich przez weekend, a potem musiała wracać do Madrytu, bo leci do Brazylii jako dziennikarka. Z Hiszpanami. Z HISZPANAMI. Powiedział też kiedy i o której ma lot, więc to sprawdziłem i oto jestem. Chcę ją już zobaczyć, wiecie? Strasznie żałuję tego co zrobiłem rok temu. Tego, że ją zostawiłem. Ale postaram się wszystko naprawić. Odzyskam ją. Teraz zostaje mi tylko czekać.

***
Kurwa! Kurwa kurwa kurwa, on czeka na mnie. Mam do niego iść czy może lepiej szybko wyjść z gmachu lotniska i złapać taksówkę? Nie wiem czy mam ochotę na konfrontację z nim. Ale z drugiej strony okropnie za nim tęsknię. Dobra, raz kozie  śmierć! 
- Chyba mnie szukasz. 
- Kate.
- Ha, we własnej osobie. Domyślam się, że któreś z dwójki Aaron - Colleen musiało ci powiedzieć, że tu będę, choć stawiam na to pierwsze, bo to drugie cię nienawidzi. Nie odzywaj się do mnie, nie dotykaj mnie, po prostu weź mój bagaż, zaprowadź mnie do samochodu i zawieź do hotelu.
- Dobrze.
- Dalej nie wiem, jak mogłeś mi to zrobić  - nawiązałam do tej sprawy ze łzami w oczach i wyszłam na zewnątrz, on przybiegł za mną i próbował objąć, ale mu nie pozwoliłam. Zrezygnowany podszedł do samochodu, otworzył przede mną drzwi i w ciszy ruszyliśmy do mojego hotelu. 
***
Nasze gołąbeczki się spotkały, lecz dalej nie wiecie kim jest ten miły pan który tak nie ładnie potraktował naszą Kate. 
Wiem hahaha jestem wredna :D 
Za wszelkie błędy przepraszam, rozdział pisany na telefonie. 
Do następnego.
Buziaki :*

1 komentarz:

  1. Weź już powiedz kim on jest!
    Czekam na tego następnego.
    Pozdrawiam :*
    P.S. Mam nadzieję,że ona mu wybaczy. W końcu on żałuje tego co zrobił.

    OdpowiedzUsuń