wtorek, 29 lipca 2014

VI.

- Musisz już jechać? -zapytała smutna Colleen. Nie lubiłam jej w takim nastroju, ale to było konieczne.. 
- Taka praca kochana! Redakcja wysyła mnie jako jedyną na mundial, jeszcze muszą mi coś tam dać, wytłumaczyć i lecę do Rio za dwa dni. A wiesz, będę tam siedzieć z miesiąc, a jeszcze trzeba się spakować. Wiesz jak idzie mi pakowanie - zaśmiałyśmy się obie. - Mój samolot. Paaa Col! Zobaczymy się... Boże, wasz ślub! 
- W sierpniu, spokojnie. A teraz idź już na pokład, bo odlecą bez ciebie do tej Hiszpanii. Kocham Cię!
- Ja ciebie też! Zadzwonię po lądowaniu! 
- Okay! 

***

- Spierdalaj! Nie chcę cię znać! 
- Ale o co ci do cholery chodzi?! Co ja zrobiłem?! - zapytał zdezorientowany, a ja pokazałam mu jakieś zdjęcie, na które natknęłam się przez przypadek w internecie. - Skąd ty to masz? 
- Nieważne! A teraz albo się wytłumaczysz, albo stąd znikasz! W trybie natychmiastowym! - byłam już bardzo wkurwiona. Jak on mógł mi to zrobić? Myślałam, że mnie kocha. A tu jakieś nocne kluby i pocałunki z przypadkowymi kobietami! 
- Ona mnie pocałowała! A ja ją odepchnąłem! Nie wiem czemu to zrobiła! Uwierz mi, proszę... - powiedział błagalnie. - Wiesz, że kocham cię najbardziej, prawda?
Wiedziałam.
- Nadwyrężyłeś moje zaufanie. Przez tydzień śpisz na tej jakże wygodnej kanapie w salonie, jasne? Albo nie. Zapytaj Aarona czy by cię nie przygarnął, bo muszę to wszystko przemyśleć. Idź się pakować. 

"Colleen, chcesz odpocząć od swojego faceta?"

"Oczywiście! :D" 

"No to się pakuj, przez tydzień mieszkasz u mnie :)"

"Aaaa...yyy... o.O"

"On się wprowadzi do was, bo mnie wkurwił i nie chcę go na oczy widzieć!"

"Okay. Będę za godzinę. Powiem też Aaronowi, żeby się nie zdziwił bidulek :D"

- WSZYSTKO JEST JUŻ ZAŁATWIONE! ŻEGNAM! 

***

Czy to już jakaś tradycja, żeby wspominać na pokładzie samolotu? W czasie podróży do domu? Tak, jak najbardziej mogę nazwać Madryt moim domem. Bo tam skąd pochodzę, nie mam już nikogo. Moi rodzice nie żyją, nie wiem gdzie jest mój mały braciszek i jeszcze do tego wszystkiego On mnie zostawił! Pierdolony cham, pomyślałam wreszcie.
Wracając do mojej rodziny... Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Byli wtedy na romantycznej kolacji czy jakoś tak, więc ja zostałam Luke'iem, moim bratem. Gdzieś ok. północy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, ale nie byli to nasi rodzice, tylko policja, która przyjechała nam powiedzieć o tej tragedii. Miałam 18 lat, on 14. Wszystko spadło na mnie, zwłaszcza Luke. Opieka nad nim. 
A teraz ja - według niego, najlepsza siostra - nawet nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje.
- Za chwilę lądujemy, proszę pani. 
- Doskonale, dziękuję - powiedziałam i posłałam stewardessie uśmiech. Już po 15 minutach wysiadałam na madryckim lotnisku i szłam ku wyjściu. 
- Dzień dobry, panie Szefie! Kiedy mam być w redakcji?... Właśnie wychodzę z lotniska... Okay, to wsiadam w autobus i już jadę, do zobaczenia! - krzyknęłam ucieszona do słuchawki. Wbrew pozorom mój szef był naprawdę świetnym facetem, każdy go lubił. 

"Wylądowałam, będę jechać do redakcji po wszystkie "współrzędne" i bilety na samolot. Nie martw się, pogadamy później ;)"  napisałam do Colleen. 

"Nie lubię tej twojej pracy >.< Ale dobra, czekam na telefon :*"

"WAŻNE, ŻE JA JĄ LUBIĘ HAHA! Kocham <3"

Chwilę później byłam już w redakcji. Przywitałam się z wszystkimi i poszłam do gabinetu mojego szefa.
- Naprawdę cieszę się, że przyszłaś teraz, bo jutro mam totalne urwanie głowy. To wiesz już, że będziesz wszędzie łazić za Hiszpanami, prawda? Jak jakaś psycho fanka - zaśmiał się. - Tu masz identyfikator i bilety na samolot. W razie gdyby nasi reprezentanci odpadli już po fazie grupowej, ty nie wracasz, zostajesz do samego finału, zrozumiano? 
- Tak. 
- Mówiłaś mi kiedyś, że zrobiłaś kurs fotograficzny. Dałbym ci lustrzankę i robiłabyś też zdjęcia, co ty na to? Zapłaciłbym dodatkowo - chytrze się uśmiechnął. No uwielbiam faceta, serio! 
- Zgoda hahaha. 
- Okay, to idź do Hanny, ona da ci aparat. Powodzenia i do zobaczenia za miesiąc Kate. 
Nie mogę zawieść Michael'a, dał mi najlepsze zlecenie jakie kiedykolwiek od kogoś dostałam. Nie mogłam tego spieprzyć. NIE spieprzę. 
- A tak w ogóle, to dlaczego akurat ja? - zapytałam jeszcze przed wyjściem.
- Jesteś naszą najlepszą dziennikarką, należało ci się. 
No cóż, jeśli rzeczywiście tak jest, to...

BRAZYLIO, NADCHODZĘ! 

~*~
Wiem, że wam się nie spodoba 
Czekam na opinie :) 
Buziaki ;**

1 komentarz:

  1. Mi się podoba, zresztą jak zwykle :3
    Czekam na nexta.
    Pozdrowionka :*

    OdpowiedzUsuń