Przyjechał godzinę później, a ja cały czas siedziałam w tej samej pozycji.
- Kochanie?
- Wróciłeś - oznajmiłam dalej nie ruszając dupy z podłogi. Było mi tam tak ciepło.
- Mhm... I mam dwa dni wolnego - mówił, wieszając płaszcz na wieszaku w hall'u. Zostawił tam też walizeczkę. Potem podszedł, usiadł za mną i się przytulił. - A jak tobie minął czas, podczas mojej nieobecności?
- Pusto było. Nie chciało mi się nigdzie wychodzić, nie rozmawiałam nawet z Colleen - powiedziałam i go pocałowałam. Właśnie tego mi brakowało. - Poszedłbyś zrobić herbaty?
- Pewnie.
I siedzieliśmy przy tym kominku przez całą noc. Nie musieliśmy nawet nic mówić. Po prostu byliśmy. I to w zupełności starczało.
- HEJ! Wy dwoje, tak, wy! - usłyszałam krzyk. Ale tak bardzo nie chciało mi się podnosić powiek, Jemu pewnie też nie, więc udawaliśmy, że dalej śpimy. - WSTAWAĆ! TERAZ!
- Czy mogłabyś się zamknąć Colleen? My tutaj próbujemy spać - powiedział spokojnie mój chłopak.
- Na podłodze? - wydawała się zdziwiona. - A w ogóle, to fajnie wiedzieć, że żyjesz Kate. Czemu nie odzywałaś się przez cały weekend? Jego i Aarona nie było, a ty pewnie siedziałaś sama z kubkami herbaty na kanapie.
- CHCIAŁAM ODPOCZĄĆ! S-A-M-A!
- Okay! Nie złość się już kochana - szepnęła speszona. - To zostawiam was już samych, chciałam tylko sprawdzić czy żyjesz. Paaaaaa!
- Jak. Ona. Tu. Weszła?
- Dorobiłam jej klucz. Jesteś zły? Ja mam do nich, więc też możemy im kiedyś tak wbić do mieszkania - zaśmialiśmy się, bo On doskonale o tym wiedział. Kiedyś zastaliśmy ich w dość, hmm... Dwuznacznej scenie. A my chcieliśmy wtedy tylko zaprosić ich na kolację...
***
Siedzę teraz w samolocie, w drodze do mojej przyjaciółki i wspominam...
Najlepsze chwile z nim?
Maybe.
Kochałam go jak cholera... Dalej kocham.
Brakuje mi go.
Ale co się stało, to się nieodstanie.
To nie moja wina, że teraz tak cierpię.
Zresztą nieważne, nie będę sobie psuć humoru, bo przez cały weekend zachowywałabym się jak jakiś zombie i myślała nad tym, co zrobiłam źle. Jak przez wszystkie ostatnie wieczory. Przez ostatni rok.
- KATEEEE! - usłyszałam.
- COLEEEEEN! Cześć kochana! - krzyknęłam i wpadłyśmy sobie w ramiona. Ludzie gapili się na nas jak na idiotki, ale nas to gówno obchodziło. Nie widziałyśmy się z pół roku, więc taka reakcja jest chyba naturalna, nie? Z tył zaważyłam Aarona, więc wyrwałam się z uścisku jego narzeczonej i się na niego rzuciłam. - Witam pana! - i dałam mu buziaka w policzek.
- No to opowiadaj co tam u ciebie.
- W Madrycie? Świetnie! Nie wiem czy Col ci opowia....
- Tak, mówiła, że masz świetną i dobrze płatną pracę - powiedział i zaśmiał się.
- Okaaaaay. I mam nowych przyjaciół! Naprawdę zajebiści ludzie!
- KTOOOOOO?!?! - krzyknęli oboje zdumieni. Czyżbym o tym jej nie wspomniała?
- Piłkarze Realu Madryt - odpowiedziałam ze spokojem. Aaron wstrzymał oddech, a Colleen patrzyła na mnie z otwartą buzią. - Zamknij gębę, bo ci muchy powlatują. A i jeszcze coś.... Lecę do Brazylii na mundial!
- O mój Boże! - usłyszałam krzyk.
~*~
Dziękuję, dobranoc.
Czekam na opinie...
Buziaki ;*
Jest Aaron,więc to pewnie ktoś z Arsenalu.
OdpowiedzUsuńNie muszę się chyba powtarzać. To jest cudo.
Czekan na nexta.
Buziaki :*