- Nie wiem po prostu z czego tu się cieszyć. Wiedziałam o tym, ale ja będę tam z Hiszpanami. Nie ta grupa, nie ten hotel, nie ta miejscowość. Nawet go nie spotkam.
- Pesymistka - mruknęła.
- Raczej realistka. Przede wszystkim, postarałabym się o to, żeby mnie nie zobaczył i nie wiedział, że tam jestem. Pewnie i tak już dawno o mnie zapomniał.
Czy miałam rację? Nie wiem. W głębi duszy miałam nadzieję, że on dalej kocha mnie tak, jak ja jego. Że mnie pamięta, że chce mnie odzyskać. Ale gdyby chciał, to zrobiłby to już dawno, prawda? I nagle cała nadzieja prysnęła jak bańka mydlana.
Już mnie NIE kochał.
NIE chciał mnie odzyskać.
A ja, głupia, nie umiałam tak po prostu zapomnieć.
Nie umiałaś czy nie chciałaś?
- Chodźże na jakieś zakupy, bo zaraz przez ciebie zwariuję. I rozpierającą cię cały czas energię.
Zaraz zostałam pociągnięta do drzwi w akompaniamencie pisków podniecenia.
- Jedziemy wybrać suknię ślubną! - popatrzyłam ze strachem w oczach to na nią, to na jej narzeczonego, który w zamian patrzył z rozbawieniem na nas i zanim wyszłyśmy, a raczej ona wyszła, a ja zostałam wyciągnięta siłą, powiedział tylko bezgłośnie powodzenia. Ja jako najlepsza i z najlepszym refleksem przyjaciółka pokazałam mu mój ulubiony palec. Środkowy. Potem usłyszałam jak jego śmiech roznosi się po klatce schodowej.
- Jezuuu, Col... To już piętnasta. Możemy to skończyć kiedy indziej?
- NIE! - odmówiła kategorycznie i ja już wolałam się nie odzywać. - Ta ci się spodoba, zobaczysz.
I wyszła z przebieralni w tej sukni. A mnie szczęka opadła do samej ziemi. Wyglądała przecudownie. To była jej wymarzona suknia. Wiem co mówię.
- Wyglądasz pięknie. Aaron padnie z zachwytu przed ołtarzem - powiedziałam szczerze. Dalej nie mogłam wyjść z podziwu.
- Myślisz? Bierzemy?
- O MÓJ BOŻE, TAK!
- Muszę ostudzić twój entuzjazm, bo zaraz idziemy szukać sukienki dla druhny, którą jesteś ty kochana.
Czyli to jeszcze nie koniec?
- DAJ ŻYĆ! Nie możemy poszukać sukienki dla mnie jutro?
- Jutro nie będziemy łazić po sklepach - czy może być coś jeszcze gorszego?, pomyślałam. - Oh God! Patrz na tą! - podbiegła do jakiejś i ją wskazała, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Właśnie znalazłam najpiękniejszą suknię jej druhny ever! Bo lepszej mieć nie będzie, co nie?
- Colleen? A tamta? - gdy ją zobaczyła, oczy omal nie wyszły jej z orbit, tak jak mnie po zobaczeniu jej w jej kreacji.
- Idź do przymierzalni, ja ci przyniosę.
Po chwili ją dostałam. Rozebrałam się i ją włożyłam. A potem wyszłam, żeby pokazać się Col, a ta zrobiła mi zdjęcie. Nie wiem po co, ale dobra, niech jej już będzie.
- To jest sukienka dla mojej druhny. Bierzemy ją.
I wiecie co wam powiem? ZAKUPY W KOŃCU SKOŃCZONE!
- Zdjęcie najpiękniejszej dziewczyny na świecie. Ale przez własną głupotę ją straciłem.
- Kochasz ją?
- Oczywiście, że tak! Gdyby tylko nie pewna sprawa z przeszłości, przez którą musiałem odejść, ona siedziałaby pewnie teraz na twoim miejscu.
- Skoro tak bardzo ją kochasz, to o nią walcz!
- Stary, to było ponad rok temu....
- I to ma ci przeszkodzić...? Poddasz się?!
- Poddałem się w chwili kiedy ją zostawiłem... Największy i najbardziej kosztowny błąd jaki w życiu popełniłem - oznajmiłem spokojnie i na tym skończyła się rozmowa. Chyba trochę chłopaka wytrąciłem z równowagi i odechciało mu się ze mną gadać. Takie życie, co zrobić?
***
Podczas lotu do Brazylii, dostałem sms'a od Colleen. Col?, pomyślałem. Przecież ta kobieta nie kontaktowała się ze mną z własnej woli odkąd... no... yyy... zostawiłem jej najlepszą przyjaciółkę.
"Tylko spójrz idioto co straciłeś!" przeczytałem i zobaczyłem zdjęcie Kate w pięknej sukience. Mojej Kate. Boże, nie widziałem jej od roku! Ale ona pewnie już o mnie zapomniała... Na pewno.
- Co tam masz chłopie? - zapytał mój kolega, debiutant w kadrze.- Zdjęcie najpiękniejszej dziewczyny na świecie. Ale przez własną głupotę ją straciłem.
- Kochasz ją?
- Oczywiście, że tak! Gdyby tylko nie pewna sprawa z przeszłości, przez którą musiałem odejść, ona siedziałaby pewnie teraz na twoim miejscu.
- Skoro tak bardzo ją kochasz, to o nią walcz!
- Stary, to było ponad rok temu....
- I to ma ci przeszkodzić...? Poddasz się?!
- Poddałem się w chwili kiedy ją zostawiłem... Największy i najbardziej kosztowny błąd jaki w życiu popełniłem - oznajmiłem spokojnie i na tym skończyła się rozmowa. Chyba trochę chłopaka wytrąciłem z równowagi i odechciało mu się ze mną gadać. Takie życie, co zrobić?
Byłem strasznie zmęczony, ale zanim poszedłem spać, wystukałem jeszcze krótką odpowiedź: "Przecież wiem Colleen, przecież wiem... "
***
- A tak w ogóle, to kto jest drużbą? - zapytałam zaciekawiona, podjadając ciastka. Nikt nic mi nie mówił, a kiedy tylko pojawiało się słowo "drużba", oboje natychmiast milkli. - No słucham. Muszę wiedzieć z kim będę miała do czynienia.
Kiedy zobaczyłam wspołczujący wzrok mojej przyjaciółki, od razu się domyśliłam. Rzuciłam Aaronowi gniewne spojrzenie i wybiegłam z ich mieszkania. Ku mojemu zaskoczeniu żadne z nich nie pobiegło za mną. Może to i dobrze? Mogę pobyć trochę sama z własnymi myślami. Wiem, że On jest jego najlepszym kumplem, ale... Kurwa, musiał mi to robić?! Przecież doskonale wie co ja przeżywam! A teraz przyszły pan młody chce zepsuć to wszystko, co udało mi się osiągnąć bez Niego. Bo powrócą wszystkie wspomnienia. Nawet te najgłębiej skryte. A wtedy, no cóż, będę w czarnej dupie, za przeproszeniem.
~*~
Czekam na opinie ;)
Buziaki :*
C.U.D.O.
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta
Buziaki :*