czwartek, 21 sierpnia 2014

X.

- Torres, ty się ustaw tu, tak. A Cesc tu. Ramoooos, już, stawaj obok Nando...
- Jesteś tego pewna? - zapytał Iniesta ze śmiechem. 
Nie byłam. Ale przynajmniej będzie śmiesznie.
- Oczywiście, całkowicie! No, idź do tego Fernando! Pikuś, ty stań obok Fabregasa, a obok Gerarda stanie Villa. Spokojnie chłopcy, wiem co robię.
Chyba nie do końca mi uwierzyli. Czy to ustawienie było przypadkowe? Skąąąąądżeeeeeee. Zaraz pewnie zdjęcie będzie robić Colleen, a ja wyląduję na rękach któregoś z Hiszpanów. Jestem ciekawa któremu teraz przypadnie ten zaszczyt....
- Ikeeeeeeer!
- Tak, słoneczko ty nasze?
- Uśmiechnij się ładnie, wtedy będę mogła zrobić zdjęcie i będziecie wolni.
- My tak, ale ty niekoniecznie! - krzyknął El Niño.
Wiedziałam.

***
Po tej małej sesji zdjęciowej wróciliśmy wszyscy do hotelu, chłopcy chcieli żebym w coś z nimi zagrała, ale niestety musiałam odmówić, bo mam do napisania artykuł o tym jak sobie radzą na treningach, jaka jest forma poszczególnych graczy itp. Potem wyślę to Michael'owi, on się tym zachwyci i umieści w naszej kochanej gazecie. 
- Col, podasz mi aparat?
- Po co?
- Muszę powstawiać zdjęcia do artykułu. Po te je robiłam. 
- Okay, proszę, masz - powiedziała z uśmiechem i wróciła do oglądania jakiejś brazylijskiej telenoweli. Po ok. dwóch godzinach mogłam do niej dołączyć, bo tekst był wysłany. 
- Aaaaa teraaaaaz.... Jak wrażenia? - zapytałam, a ona popatrzyła na mnie jak na kosmitę, ale po wyrazie mojej twarzy, czyt. szerokim uśmiechu i wesołymi oczami wpatrzonymi w nią, chyba się domyśliła o czym mówię.
- Wiesz, że ich nienawidzę.... Aleeee... 
- O Boże! Jest 'ale' !!!! 
- Torres i Ramos są całkiem fajni. I Casillas. W sumie jego nie da się nie lubić, tak sądzę. Sprawia takie wrażenie. 
- Wiem, wiem. Iker był pierwszym piłkarzem, który zaczął się do mnie odzywać, odkąd pierwszy raz zawitałam na Bernabeu w roli dziennikarki - chwila przerwy. - LUBISZ ICH! Chłooooooooopcyyyyyyy, Coooooolleeeeeen was lubi!!!! - zaczęłam się drzeć na cały korytarz. Cieszmy się, iż nie mieszkał tu nikt oprócz nas. 

***
- Odebrałeś ją z lotniska, a ja dostałem opierdol i spadły na mnie przygotowania do ślubu. Dzięki stary. 
- Co? Jak to?
- Kate zadzwoniła z tym do Colleen, bo jakżeby inaczej. Domyśliła się, że to wszystko wyszło ode mnie, prawda? O tym też jej powiedziała. Col się wściekła, spakowała i poleciała najbliższym lotem do Rio, zostawiając mnie samego ze ślubem. 
- Sorry, bracie. 
- Dobra, nieważne. Mów.
- Nie odzywała się do mnie całą drogę, a jak wychodziła powiedziała tylko dzięki za podwózkę, zabrała walizkę i poszła. Nic. Żadnego spojrzenia nawet. 
- A co ty myślałeś? Że ci w ramiona skoczy i wybaczy od tak? - Aaron parsknął śmiechem. Wiedziałem, że tak nie będzie. Liczyłem się z tym, że zaczynam długą i mozolną walkę. Ale jak już teraz zacząłem, to nie mogę zrezygnować. Nie ma takiej opcji. 
- Muszę iść na trening, nara. 

***
- O ja pierdole - mecz z Holandią. Ja z aparatem za bramką Ikera. A obok mnie pustka. Reszta chyba nie lubi jak się przy nich przeklina przynajmniej 10 razy na minutę. Po karnym Xabi'ego cieszyłam się jak głupia, ale teraz chce mi się płakać. Colleen została w Rio, więc nawet nie miał kto ze mną porozmawiać. 
Po meczu poczułam jak ktoś przenosi mnie przez barierkę, przerzuca przez ramię i idzie przez boisko do szatni. Przynajmniej mogę być pewna, że to jakiś Hiszpan, bo nie znam żadnego Holendra (od dzisiaj ich wszystkich nienawidzę), ale nawet nie chce mi się opuścić głowy, żeby sprawdzić jaki ma numerek z tyłu na koszulce. Dalej robię zdjęcia. 

Kiedy Torres (wow, jednak) wniósł mnie do szatni rzuciło się na mnie stado smutnych Hiszpanów, którzy potrzebowali pocieszenia. 
- Grupowy hug? - zapytałam niepewnie. Wszyscy kiwnęli głowami i zostałam otoczona. 22 facetów i ja sama. - Niech ktoś zrobi zdjęcie! Powieszę je sobie na ścianie! Ale nie tak z boku, tak od góry, żeby wszystko było widać - instruowałam, tak mi się wydaje, fizjoterapeutę. - Dziękuję! 

***
- Kate, nie musisz pisać artykułu, ktoś inny się tym zajmie. Po prostu wyślij nam zdjęcia, okay?
- Oczywiście Michael, zaraz prześlę wam wszystkie, które nadają się do użytku - powiedziałam smutna. 
- Nie smuć się, następny mecz wygramy. 
- Mam taką nadzieję. Dobra, kończę, jeśli jeszcze dziś chcesz dostać te zdjęcia. Paaa.
Chłopcy patrzyli na mnie, to na siebie smętnym wzrokiem, ale zignorowałam to i wsiadłam do samolotu. Wracamy do Rio. Do Col. 

***
- Musimy ich spiknąć. 
- Zgadzam się. Bez niego jest nieszczęśliwa. Z tego co wiem, to się ciągnie już rok.
- Hola, hola panowie! A wie ktoś kim jest ten delikwent? - zapytał Ramos. 
- Ja wiem.

~*~
O Jezu, zaraz wyjdzie z tego druga "Moda na sukces" 
Straszne, powiadam. Straszne. 
Buziaki ;*

1 komentarz:

  1. Coś czuję, że niedługo dowiem się kim on jest :3 Nareszcie!
    Nawet Hiszpanie chcą ich "spiknąć" hahahahahaha XD
    Pozdrowionka :*

    OdpowiedzUsuń