- Z KIM?! - krzyknąłem zdziwiony.
- Kate Trevino, tak? Moja siostra.
- Ale jak... Luke?
Zaparło mi dech w piersiach. Nie potrafiłem się wysłowić. Kate ma brata?
- To tak, kiedy miałem 14 lat nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Kate była już wtedy pełnoletnia. Totalnie się załamaliśmy. Przez pierwszy rok było ok, opiekowała się mną i wgl. Ale kiedy skończyła 19 lat, powiedziała mi, że wyjeżdża i nie może mnie wziąć ze sobą. Więc od 15 roku życia jestem zdany na siebie i jak widać, radzę sobie całkiem nieźle. Ona nawet zmieniła nazwisko, tak jakby chciała zapomnieć, że jest ze mną spokrewniona. Nie kontaktowaliśmy się ze sobą od tamtego czasu, także jak widzisz, nie jesteśmy wzorowym rodzeństwem.
Czemu o tym nie wiedziałem? Byliśmy parą dosyć długo, ale nigdy nie wspomniała o tym, że ma brata. Oraz, że straciła rodziców. Chwilę później usłyszałem:
- Ona nie lubi o tym rozmawiać - jakby czytał mi w myślach.
- Luke, a może... Może chciałbyś się z nią zobaczyć?
***
- MAAAAAAŁAAAAA !!!
- Co? - zapytałam ze śmiechem, bo jak na kogoś kto wyszedł tylko po mleko, był aż nazbyt zadowolony.
- Wiesz o tym, że są igrzyska, nie?
- Trudno nie wiedzieć. Cały Londyn jest przepełniony sportowcami. Ostatnio spotkałam nawet polskich siatkarzy na ulicy - zobaczył, jak mi się oczy zaświeciły na wzmiankę o nich.
- Tak, no, ja wiem, że uwielbiasz te siatkarzyny. Okazało się, że jeden z nich bardzo lubi Arsenal i jak mnie zauważył w tym sklepiku, to zaczęliśmy gadać i wyszło na to, że idziemy na ich dzisiejszy mecz - wyszczerzył się tak, jakby strzelił najpiękniejszego gola w historii piłki nożnej. Widać, że jest z siebie strasznie dumny.
- PIERDOLISZ?! - zeskoczyłam z kanapy jak poparzona i do niego podbiegłam. - Masz bilety? Masz masz masz??
- Wszystko dla mojej kochanej dziewczyny - powiedział i wyciągnął zza pleców dwa bilety na mecz Polska - Wielka Brytania.
- MISIEEEEK!!! Kocham cię!!! - krzyknęłam i wskoczyłam mu w ramiona.
- Powiedzieli, że będą chcieli cię poznać po meczu - zaśmiał się widząc moją reakcję, ale zaraz potem popatrzył w moje pełne szczęścia oczy i mnie pocałował.
- Co? - zapytałam ze śmiechem, bo jak na kogoś kto wyszedł tylko po mleko, był aż nazbyt zadowolony.
- Wiesz o tym, że są igrzyska, nie?
- Trudno nie wiedzieć. Cały Londyn jest przepełniony sportowcami. Ostatnio spotkałam nawet polskich siatkarzy na ulicy - zobaczył, jak mi się oczy zaświeciły na wzmiankę o nich.
- Tak, no, ja wiem, że uwielbiasz te siatkarzyny. Okazało się, że jeden z nich bardzo lubi Arsenal i jak mnie zauważył w tym sklepiku, to zaczęliśmy gadać i wyszło na to, że idziemy na ich dzisiejszy mecz - wyszczerzył się tak, jakby strzelił najpiękniejszego gola w historii piłki nożnej. Widać, że jest z siebie strasznie dumny.
- PIERDOLISZ?! - zeskoczyłam z kanapy jak poparzona i do niego podbiegłam. - Masz bilety? Masz masz masz??
- Wszystko dla mojej kochanej dziewczyny - powiedział i wyciągnął zza pleców dwa bilety na mecz Polska - Wielka Brytania.
- MISIEEEEK!!! Kocham cię!!! - krzyknęłam i wskoczyłam mu w ramiona.
- Powiedzieli, że będą chcieli cię poznać po meczu - zaśmiał się widząc moją reakcję, ale zaraz potem popatrzył w moje pełne szczęścia oczy i mnie pocałował.
***
Colleen gada z Aaronem przez telefon, co zajmie jej co najmniej dwie godziny, bo musi z nim omówić sprawę ślubu. A ja siedzę przed telewizorem z laptopem na kolanach, bo mój kochany szef kazał robić mi na oficjalnej stronie naszej gazety relację na żywo meczu Francja - Niemcy. NIEMCY DO BOJU !!!! słyszę dobiegający z balkonu głos mojej przyjaciółki. Uważam tak samo, ale nie mogę być stronnicza opisując tenże mecz. A szkoda. Skoro Hiszpania i Anglia odpadły, zostali mi tylko Niemcy. Z zamyślenia wyrwał mnie mój telefon.
- Tak Jacky?
- Mogę przyjść? Czy jesteś zajęta?
- Nie możesz A pomożesz mi pisać relację na żywo z meczu?
- Oczywiście, że pomogę. Będę za trzy minuty.
***
- Załatwiliście to? Przeprosił ją? Wrócili do siebie? IKER, POWIEDZ MI!
- Hej hej hej! Spokojnie kochanie! - krzyknął Casillas. - Tak, wrócili do siebie. Ale według nich, nikt oprócz Torresa i Colleen o tym nie wie. I niech tak zostanie.
- Jasne, ja o niczym nie wiem - powiedziała zadowolona Sara. - Wydawała się jakaś inna? Szczęśliwsza?
- Oczywiście, że tak. Od razu każdy to zauważył i już wiedzieliśmy co jest na rzeczy.
- To świetnie. Cieszę się, że w końcu nasza przyjaciółka jest szczęśliwa.
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo. A teraz chodź, trzeba się spakować, jutro lecimy na wakacje.
~*~
Wiem, że krótki, ale jest do dupy :D
Dobra, następny nie wiem kiedy.
Do następnego ;)
Buuuziaki ;**
Jaki do dupy? Nie jest do dupy. Jest cudownie.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że tak późno.
Czekam...
Buziaki :**