Moi Niemcy (tak, kibicuję Niemcom, masz coś do mnie?) będą grali z Argentyną!
Boże, jaram się jak pochodnia. Jack nie potrafi mnie uspokoić, co jest całkiem normalne. Haha, nigdy tego nie potrafił.
Także... DO BOJU MANNSCHAFT!!!
Tylko ludzie, błagam nie oceniajcie mnie, tak? Nie wiem dlaczego ich tak kocham. Cała moja rodzina ich nienawidziła i kiedyś to nawet zagrozili mi wyrzuceniem z domu, za to, że w ogóle śmiem im kibicować. Oczywiście nie zrobiliby tego, byłam zbyt zajebistym dzieckiem. I skromnym też. Do teraz mi zostało.
***
- Jaaaack....
- Hmmm..?
- Czy oni.. KURWA MAĆ, MAMY JUŻ DOGRYWKĘ, CHŁOPCY JA NIE CHCĘ ŻADNYCH KARNYCH, BO DOSTANĘ PIEPRZONEJ PALPITACJI, OKAY?!
- Kochanie, oni cię nie słyszą - powiedział spokojnie mój chłopak. Taaaak, nie słyszą, mhm, zaraz zobaczymy, przecież stoję za ich bramką.
- MANUEL - odwrócił się, haha, nie słyszy mnie, Jack, co? - PRZEKAŻ IM Z ŁASK... O MÓJ BOŻE, MARIO! GOOOOL! DOBRA, NIEWAŻNE, BROŃ JAK NAJLEPIEJ! - nie, kibice wcale nie patrzą na mnie jak na idiotkę. Założę się, że w tych ich główkach siedzi teraz: "Co to za kretynkę wpuścili za te bandy. Ona ma zdjęcia robić, a nie emocjonować się meczem". No, jeśli ktoś tak myśli, to powiem wam jedno: walcie się.
- Uspokój się, wariatko - zaśmiał się Jack i złapał mnie za ramiona, żebym ustała w miejscu. - Pamiętaj, że musisz robić zdjęcia!
- Tak, tak, przepraszam! Już się za to biorę! - posłałam uśmiech w jego stronę i zaczęłam latać za tymi bandami jak oszalała, żeby mieć jak najlepsze ujęcia, a Jack śmiał się w najlepsze. No, skarbie, widzę, że już zapomniałeś jak to jest pójść ze mną na jakikolwiek mecz. Cóż, przypominam ci właśnie.
- Wygraliśmy? Co? WYGRAAAAALIŚMY!!! - krzyknęłam i o mało co nie upuściłam aparatu. Oszkurwa, Michael chyba by mnie zabił. Oj tam, I don't care, NIEMASZKI SĄ MISTRZAMI ŚWIATA, WOOOHOOOO!!!! - Podolski! Weź mnie tam!! WEŹ!
- Juuuuż bieeegnę!!! - zaśmiał się i podbiegł do band, żeby mnie przez nie przenieść. To nie tak, że ja jestem jakaś uprzywilejowana czy coś, wcaaaale. Po prostu mam znajomości. Szyderczy uśmiech wstąpił na moją twarz, widząc jak inni dziennikarze przypatrywali mi się z zazdrością, bo oni wejdą na murawę nieco później. No cóż. Ja idę świętować teraz. - A Jack?
- Jack może tam zostać! A teraz weź mnie do kółeczka, bo chcę mieć piękne zdjęcie na ścianę!
- Jakie zdjęcie? - zapytał Hummels, który znalazł się obok mnie i momentalnie wpadłam w jego ramiona.
- Takie, na którym wy wszyscy stoicie w kółeczku, a ja jestem w środku. CZY KTOŚ JEST W STANIE ZROBIĆ TAKIE ZDJĘCIE OD GÓRY, ŻEBY BYŁO MNIE WIDAĆ?! - krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać i padli na ziemię. GDZIE JEST TEN CHOLERNY APARAT?! MAM! Cyk. I jest. - To co? Zrobi ktoś to zdjęcie, czy nie, bo chcę was na ścianie.
- Juuuuż bieeegnę!!! - zaśmiał się i podbiegł do band, żeby mnie przez nie przenieść. To nie tak, że ja jestem jakaś uprzywilejowana czy coś, wcaaaale. Po prostu mam znajomości. Szyderczy uśmiech wstąpił na moją twarz, widząc jak inni dziennikarze przypatrywali mi się z zazdrością, bo oni wejdą na murawę nieco później. No cóż. Ja idę świętować teraz. - A Jack?
- Jack może tam zostać! A teraz weź mnie do kółeczka, bo chcę mieć piękne zdjęcie na ścianę!
- Jakie zdjęcie? - zapytał Hummels, który znalazł się obok mnie i momentalnie wpadłam w jego ramiona.
- Takie, na którym wy wszyscy stoicie w kółeczku, a ja jestem w środku. CZY KTOŚ JEST W STANIE ZROBIĆ TAKIE ZDJĘCIE OD GÓRY, ŻEBY BYŁO MNIE WIDAĆ?! - krzyknęłam, a wszyscy zaczęli się śmiać i padli na ziemię. GDZIE JEST TEN CHOLERNY APARAT?! MAM! Cyk. I jest. - To co? Zrobi ktoś to zdjęcie, czy nie, bo chcę was na ścianie.
***
- Wilshere, ja nie chcę tam wracać..... - siedziałam zrozpaczona na lotnisku w towarzystwie mojego chłopaka, który musiał mnie słuchać. Przykro mi. Albo nie... W końcu od tego jest, nie? Ma mnie słuchać i pocieszać.
- Nie martw się, zabiorę cię tu w podróż poślubną, okay?
- Jeszcze mi się nawet nie oświadczyłeś, a już podróż poślubną planujesz. Chłopie, masz coś z głową - powiedziałam i na niego spojrzałam. Zamurowało mnie. Klęczał przede mną. Z pierścionkiem w ręce. O mój Boże. CO ja mam zrobić? Łzy mi się już w oczach zbierają, a nawet jeszcze nie zapytał. Ale z drugiej strony, to sobie kurwa lepszego miejsca wybrać nie mógł, co nie?
- Kate, czy zostaniesz moją żoną? - zapytał ten idiota. Kurwa, niech trochę poczeka na odpowiedź. Ja czekałam na niego cały jeden rok, jemu nie zaszkodzi parę minut. To i tak niech się cieszy, że tak szybko mu wybaczyłam. No bo co miałam zrobić?
- Jack, jesteś głupi, wiesz? - zaśmiałam się. Ale natychmiast spoważniałam, musiałam sprawiać jakieś pozory normalności, prawda?
- Co? Czemu? - wstał i pokazał te swoje wielkie z przerażenia oczy. No debil, jak Boga kocham.
- Tak, zgadzam się - musiałam to zrobić, przepraszam! Łzy szczęścia spływały po moich policzkach, rzuciłam się na niego i zatraciliśmy się w zachłannym pocałunku. Po chwili odczepiliśmy się od siebie, a Jack założył mi pierścionek.
- Na zawsze?
- Na zawsze, chyba że znowu mnie zostawisz. A teraz chodź, bo odlecą bez nas!
***
- Zobaczymy się na ślubie Colleen i Aarona, tak?
- Tak, skarbie. Do zobaczenia - pocałował moją dłoń, a potem przeniósł się na moje usta. Mieliśmy się nie widzieć cały miesiąc, hello, trzeba się jakoś pożegnać. - Kocham cię!
- Ja też cię kocham! - krzyknęłam i wyszłam z gmachu lotniska w Madrycie. Wreszcie w domu, pomyślałam i skierowałam swoje kroki w stronę domu Casillasa.
~*~
Wiem, długo mnie nie było.
Wiem, jest pojebany, ale musiałam oddać swoje emocje odnośnie finału MŚ, które od długiego czasu się we mnie chowały, przepraszam.
Jest okropny.
Nie wiem, kiedy następny.
Pozdrawiam.
ps. wiem, jest za krótki, ale na więcej nie było mnie stać.