wtorek, 29 lipca 2014

VI.

- Musisz już jechać? -zapytała smutna Colleen. Nie lubiłam jej w takim nastroju, ale to było konieczne.. 
- Taka praca kochana! Redakcja wysyła mnie jako jedyną na mundial, jeszcze muszą mi coś tam dać, wytłumaczyć i lecę do Rio za dwa dni. A wiesz, będę tam siedzieć z miesiąc, a jeszcze trzeba się spakować. Wiesz jak idzie mi pakowanie - zaśmiałyśmy się obie. - Mój samolot. Paaa Col! Zobaczymy się... Boże, wasz ślub! 
- W sierpniu, spokojnie. A teraz idź już na pokład, bo odlecą bez ciebie do tej Hiszpanii. Kocham Cię!
- Ja ciebie też! Zadzwonię po lądowaniu! 
- Okay! 

***

- Spierdalaj! Nie chcę cię znać! 
- Ale o co ci do cholery chodzi?! Co ja zrobiłem?! - zapytał zdezorientowany, a ja pokazałam mu jakieś zdjęcie, na które natknęłam się przez przypadek w internecie. - Skąd ty to masz? 
- Nieważne! A teraz albo się wytłumaczysz, albo stąd znikasz! W trybie natychmiastowym! - byłam już bardzo wkurwiona. Jak on mógł mi to zrobić? Myślałam, że mnie kocha. A tu jakieś nocne kluby i pocałunki z przypadkowymi kobietami! 
- Ona mnie pocałowała! A ja ją odepchnąłem! Nie wiem czemu to zrobiła! Uwierz mi, proszę... - powiedział błagalnie. - Wiesz, że kocham cię najbardziej, prawda?
Wiedziałam.
- Nadwyrężyłeś moje zaufanie. Przez tydzień śpisz na tej jakże wygodnej kanapie w salonie, jasne? Albo nie. Zapytaj Aarona czy by cię nie przygarnął, bo muszę to wszystko przemyśleć. Idź się pakować. 

"Colleen, chcesz odpocząć od swojego faceta?"

"Oczywiście! :D" 

"No to się pakuj, przez tydzień mieszkasz u mnie :)"

"Aaaa...yyy... o.O"

"On się wprowadzi do was, bo mnie wkurwił i nie chcę go na oczy widzieć!"

"Okay. Będę za godzinę. Powiem też Aaronowi, żeby się nie zdziwił bidulek :D"

- WSZYSTKO JEST JUŻ ZAŁATWIONE! ŻEGNAM! 

***

Czy to już jakaś tradycja, żeby wspominać na pokładzie samolotu? W czasie podróży do domu? Tak, jak najbardziej mogę nazwać Madryt moim domem. Bo tam skąd pochodzę, nie mam już nikogo. Moi rodzice nie żyją, nie wiem gdzie jest mój mały braciszek i jeszcze do tego wszystkiego On mnie zostawił! Pierdolony cham, pomyślałam wreszcie.
Wracając do mojej rodziny... Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Byli wtedy na romantycznej kolacji czy jakoś tak, więc ja zostałam Luke'iem, moim bratem. Gdzieś ok. północy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, ale nie byli to nasi rodzice, tylko policja, która przyjechała nam powiedzieć o tej tragedii. Miałam 18 lat, on 14. Wszystko spadło na mnie, zwłaszcza Luke. Opieka nad nim. 
A teraz ja - według niego, najlepsza siostra - nawet nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje.
- Za chwilę lądujemy, proszę pani. 
- Doskonale, dziękuję - powiedziałam i posłałam stewardessie uśmiech. Już po 15 minutach wysiadałam na madryckim lotnisku i szłam ku wyjściu. 
- Dzień dobry, panie Szefie! Kiedy mam być w redakcji?... Właśnie wychodzę z lotniska... Okay, to wsiadam w autobus i już jadę, do zobaczenia! - krzyknęłam ucieszona do słuchawki. Wbrew pozorom mój szef był naprawdę świetnym facetem, każdy go lubił. 

"Wylądowałam, będę jechać do redakcji po wszystkie "współrzędne" i bilety na samolot. Nie martw się, pogadamy później ;)"  napisałam do Colleen. 

"Nie lubię tej twojej pracy >.< Ale dobra, czekam na telefon :*"

"WAŻNE, ŻE JA JĄ LUBIĘ HAHA! Kocham <3"

Chwilę później byłam już w redakcji. Przywitałam się z wszystkimi i poszłam do gabinetu mojego szefa.
- Naprawdę cieszę się, że przyszłaś teraz, bo jutro mam totalne urwanie głowy. To wiesz już, że będziesz wszędzie łazić za Hiszpanami, prawda? Jak jakaś psycho fanka - zaśmiał się. - Tu masz identyfikator i bilety na samolot. W razie gdyby nasi reprezentanci odpadli już po fazie grupowej, ty nie wracasz, zostajesz do samego finału, zrozumiano? 
- Tak. 
- Mówiłaś mi kiedyś, że zrobiłaś kurs fotograficzny. Dałbym ci lustrzankę i robiłabyś też zdjęcia, co ty na to? Zapłaciłbym dodatkowo - chytrze się uśmiechnął. No uwielbiam faceta, serio! 
- Zgoda hahaha. 
- Okay, to idź do Hanny, ona da ci aparat. Powodzenia i do zobaczenia za miesiąc Kate. 
Nie mogę zawieść Michael'a, dał mi najlepsze zlecenie jakie kiedykolwiek od kogoś dostałam. Nie mogłam tego spieprzyć. NIE spieprzę. 
- A tak w ogóle, to dlaczego akurat ja? - zapytałam jeszcze przed wyjściem.
- Jesteś naszą najlepszą dziennikarką, należało ci się. 
No cóż, jeśli rzeczywiście tak jest, to...

BRAZYLIO, NADCHODZĘ! 

~*~
Wiem, że wam się nie spodoba 
Czekam na opinie :) 
Buziaki ;**

czwartek, 24 lipca 2014

V.

- Wiedziałam, że do waszego spotkania dojdzie wcześniej niż później! Byłam pewna, że cię tam wyślą! - wrzeszczała ucieszona Colleen. Boże, czy jej się kiedyś wyczerpią te nakłady energii? A może ma jakieś ADHD? Muszę o ty porozmawiać z Aaronem, ale to potem. - Czemu nic nie mówisz?
- Nie wiem po prostu z czego tu się cieszyć. Wiedziałam o tym, ale ja będę tam z Hiszpanami. Nie ta grupa, nie ten hotel, nie ta miejscowość. Nawet go nie spotkam. 
- Pesymistka - mruknęła.
- Raczej realistka. Przede wszystkim, postarałabym się o to, żeby mnie nie zobaczył i nie wiedział, że tam jestem. Pewnie i tak już dawno o mnie zapomniał.
Czy miałam rację? Nie wiem. W głębi duszy miałam nadzieję, że on dalej kocha mnie tak, jak ja jego. Że mnie pamięta, że chce mnie odzyskać. Ale gdyby chciał, to zrobiłby to już dawno, prawda? I nagle cała nadzieja prysnęła jak bańka mydlana. 
Już mnie NIE kochał. 
NIE chciał mnie odzyskać. 
A ja, głupia, nie umiałam tak po prostu zapomnieć. 
Nie umiałaś czy nie chciałaś?
- Chodźże na jakieś zakupy, bo zaraz przez ciebie zwariuję. I rozpierającą cię cały czas energię. 
Zaraz zostałam pociągnięta do drzwi w akompaniamencie pisków podniecenia. 
- Jedziemy wybrać suknię ślubną! - popatrzyłam ze strachem w oczach to na nią, to na jej narzeczonego, który w zamian patrzył z rozbawieniem na nas i zanim wyszłyśmy, a raczej ona wyszła, a ja zostałam wyciągnięta siłą, powiedział tylko bezgłośnie powodzenia. Ja jako najlepsza i z najlepszym refleksem przyjaciółka pokazałam mu mój ulubiony palec. Środkowy. Potem usłyszałam jak jego śmiech roznosi się po klatce schodowej. 

- Jezuuu, Col... To już piętnasta. Możemy to skończyć kiedy indziej? 
- NIE! - odmówiła kategorycznie i ja już wolałam się nie odzywać. - Ta ci się spodoba, zobaczysz. 
I wyszła z przebieralni w tej sukni. A mnie szczęka opadła do samej ziemi. Wyglądała przecudownie. To była jej wymarzona suknia. Wiem co mówię. 
- Wyglądasz pięknie. Aaron padnie z zachwytu przed ołtarzem - powiedziałam szczerze. Dalej nie mogłam wyjść z podziwu. 
- Myślisz? Bierzemy?
- O MÓJ BOŻE, TAK! 
- Muszę ostudzić twój entuzjazm, bo zaraz idziemy szukać sukienki dla druhny, którą jesteś ty kochana.
Czyli to jeszcze nie koniec?

- DAJ ŻYĆ! Nie możemy poszukać sukienki dla mnie jutro? 
- Jutro nie będziemy łazić po sklepach - czy może być coś jeszcze gorszego?, pomyślałam. - Oh God! Patrz na tą! - podbiegła do jakiejś i ją wskazała, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Właśnie znalazłam najpiękniejszą suknię jej druhny ever! Bo lepszej mieć nie będzie, co nie?
- Colleen? A tamta? - gdy ją zobaczyła, oczy omal nie wyszły jej z orbit, tak jak mnie po zobaczeniu jej w jej kreacji. 
- Idź do przymierzalni, ja ci przyniosę. 
Po chwili ją dostałam. Rozebrałam się i ją włożyłam. A potem wyszłam, żeby pokazać się Col, a ta zrobiła mi zdjęcie. Nie wiem po co, ale dobra, niech jej już będzie. 
- To jest sukienka dla mojej druhny. Bierzemy ją.
I wiecie co wam powiem? ZAKUPY W KOŃCU SKOŃCZONE! 

***


Podczas lotu do Brazylii, dostałem sms'a od Colleen. Col?, pomyślałem. Przecież ta kobieta nie kontaktowała się ze mną z własnej woli odkąd... no... yyy... zostawiłem jej najlepszą przyjaciółkę.

"Tylko spójrz idioto co straciłeś!" przeczytałem i zobaczyłem zdjęcie Kate w pięknej sukience. Mojej Kate. Boże, nie widziałem jej od roku! Ale ona pewnie już o mnie zapomniała... Na pewno.
- Co tam masz chłopie? - zapytał mój kolega, debiutant w kadrze.
- Zdjęcie najpiękniejszej dziewczyny na świecie. Ale przez własną głupotę ją straciłem.
- Kochasz ją?
- Oczywiście, że tak! Gdyby tylko nie pewna sprawa z przeszłości, przez którą musiałem odejść, ona siedziałaby pewnie teraz na twoim miejscu.
- Skoro tak bardzo ją kochasz, to o nią walcz!
- Stary, to było ponad rok temu....
- I to ma ci przeszkodzić...? Poddasz się?!
- Poddałem się w chwili kiedy ją zostawiłem... Największy i najbardziej kosztowny błąd jaki w życiu popełniłem - oznajmiłem spokojnie i na tym skończyła się rozmowa. Chyba trochę chłopaka wytrąciłem z równowagi i odechciało mu się ze mną gadać. Takie życie, co zrobić? 

Byłem strasznie zmęczony, ale zanim poszedłem spać, wystukałem jeszcze krótką odpowiedź: "Przecież wiem Colleen, przecież wiem... "

***

- A tak w ogóle, to kto jest drużbą? - zapytałam zaciekawiona, podjadając ciastka. Nikt nic mi nie mówił, a kiedy tylko pojawiało się słowo "drużba", oboje natychmiast milkli. - No słucham. Muszę wiedzieć z kim będę miała do czynienia. 
Kiedy zobaczyłam wspołczujący wzrok mojej przyjaciółki, od razu się domyśliłam. Rzuciłam Aaronowi gniewne spojrzenie i wybiegłam z ich mieszkania. Ku mojemu zaskoczeniu żadne z nich nie pobiegło za mną. Może to i dobrze? Mogę pobyć trochę sama z własnymi myślami. Wiem, że On jest jego najlepszym kumplem, ale... Kurwa, musiał mi to robić?! Przecież doskonale wie co ja przeżywam! A teraz przyszły pan młody chce zepsuć to wszystko, co udało mi się osiągnąć bez Niego. Bo powrócą wszystkie wspomnienia. Nawet te najgłębiej skryte. A wtedy, no cóż, będę w czarnej dupie, za przeproszeniem. 

                ~*~                 
Dupa, dupa, dupa....
Czekam na opinie ;)
Buziaki :*

wtorek, 22 lipca 2014

IV.

Siedziałam na podłodze przy kominku i na niego czekałam. Zważywszy na to, że pojechał na mecz wyjazdowy i powinien niedługo być w domu.
Przyjechał godzinę później, a ja cały czas siedziałam w tej samej pozycji. 
- Kochanie? 
- Wróciłeś - oznajmiłam dalej nie ruszając dupy z podłogi. Było mi tam tak ciepło.
- Mhm... I mam dwa dni wolnego - mówił, wieszając płaszcz na wieszaku w hall'u. Zostawił tam też walizeczkę. Potem podszedł, usiadł za mną i się przytulił. - A jak tobie minął czas, podczas mojej nieobecności? 
- Pusto było. Nie chciało mi się nigdzie wychodzić, nie rozmawiałam nawet z Colleen - powiedziałam i go pocałowałam. Właśnie tego mi brakowało. - Poszedłbyś zrobić herbaty? 
- Pewnie. 
I siedzieliśmy przy tym kominku przez całą noc. Nie musieliśmy nawet nic mówić. Po prostu byliśmy. I to w zupełności starczało.

- HEJ! Wy dwoje, tak, wy! - usłyszałam krzyk. Ale tak bardzo nie chciało mi się podnosić powiek, Jemu pewnie też nie, więc udawaliśmy, że dalej śpimy. - WSTAWAĆ! TERAZ! 
- Czy mogłabyś się zamknąć Colleen? My tutaj próbujemy spać - powiedział spokojnie mój chłopak. 
- Na podłodze? - wydawała się zdziwiona. - A w ogóle, to fajnie wiedzieć, że żyjesz Kate. Czemu nie odzywałaś się przez cały weekend? Jego i Aarona nie było, a ty pewnie siedziałaś sama z kubkami herbaty na kanapie. 
- CHCIAŁAM ODPOCZĄĆ! S-A-M-A! 
- Okay! Nie złość się już kochana - szepnęła speszona. - To zostawiam was już samych, chciałam tylko sprawdzić czy żyjesz. Paaaaaa! 
- Jak. Ona. Tu. Weszła? 
- Dorobiłam jej klucz. Jesteś zły? Ja mam do nich, więc też możemy im kiedyś tak wbić do mieszkania - zaśmialiśmy się, bo On doskonale o tym wiedział. Kiedyś zastaliśmy ich w dość, hmm... Dwuznacznej scenie. A my chcieliśmy wtedy tylko zaprosić ich na kolację...

***

Siedzę teraz w samolocie, w drodze do mojej przyjaciółki i wspominam... 
Najlepsze chwile z nim? 
Maybe. 
Kochałam go jak cholera... Dalej kocham. 
Brakuje mi go. 
Ale co się stało, to się nieodstanie. 
To nie moja wina, że teraz tak cierpię.
Zresztą nieważne, nie będę sobie psuć humoru, bo przez cały weekend zachowywałabym się jak jakiś zombie i myślała nad tym, co zrobiłam źle. Jak przez wszystkie ostatnie wieczory. Przez ostatni rok. 

- KATEEEE! - usłyszałam. 
- COLEEEEEN! Cześć kochana! - krzyknęłam i wpadłyśmy sobie w ramiona. Ludzie gapili się na nas jak na idiotki, ale nas to gówno obchodziło. Nie widziałyśmy się z pół roku, więc taka reakcja jest chyba naturalna, nie? Z tył zaważyłam Aarona, więc wyrwałam się z uścisku jego narzeczonej i się na niego rzuciłam. - Witam pana! - i dałam mu buziaka w policzek. 

- No to opowiadaj co tam u ciebie. 
- W Madrycie? Świetnie! Nie wiem czy Col ci opowia....
- Tak, mówiła, że masz świetną i dobrze płatną pracę - powiedział i zaśmiał się.
- Okaaaaay. I mam nowych przyjaciół! Naprawdę zajebiści ludzie! 
- KTOOOOOO?!?! - krzyknęli oboje zdumieni. Czyżbym o tym jej nie wspomniała?
- Piłkarze Realu Madryt - odpowiedziałam ze spokojem. Aaron wstrzymał oddech, a Colleen patrzyła na mnie z otwartą buzią. - Zamknij gębę, bo ci muchy powlatują. A i jeszcze coś.... Lecę do Brazylii na mundial! 
- O mój Boże! - usłyszałam krzyk. 

~*~
To. Jest. Do. Dupy.
Dziękuję, dobranoc.
Czekam na opinie...
Buziaki ;*

poniedziałek, 21 lipca 2014

III.

Czy za nim tęsknię? 
Co za idiotyczne pytanie! Oczywiście, że tak! Każdego dnia coraz bardziej... Chociaż wiem, że już nie wróci, nie do mnie. Pewnie już sobie kogoś znalazł, zastąpił mnie. 
Czy żałuję?
Niby czego?
Tego, że się z nim związałam?
Nie. To były najlepsze lata mojego życia i oddałabym wszystko, żeby tamte czasy wróciły. 
Dlaczego wyjechałam?
Dlaczego zostawiłam wszystko?
Miałam dość widoku miasta, w którym każdy zakątek przypominał mi Jego... Musiałam wyjechać. Nie pozostawił mi wyboru.

- Kochana, przyjedź do mnie, tak dawno cię nie widziałam. Pójdziemy na zakupy, do kina, gdziekolwiek zechcesz.
- Nie, nie mogę... Jeszcze przez przypadek... - nie mogłam dokończyć, bo przyjaciółka przerwała mi w połowie zdania.
- On jest na zgrupowaniu! Za Chiny Ludowe byś go nie spotkała! Jestem twoją najlepszą przyjaciółką, a ty olewasz mnie, przez głupiego faceta! Kiedyś musicie się spotkać, a wnioskuję, że ze względu na tę twoją pieprzoną pracę, dojdzie do tego prędzej niż później! Spędź ze mną ten weekend, czy o tak wiele proszę?
- Kiedy mam być? - zapytałam. Wiedziałam, że Col ma rację. Byłam też pewna, że nie znajdę lepszej wymówki, a ona nie dałaby mi spokoju. Musiałam się zgodzić.
- Bukuj bilety na jutro! Aaron zapłaci, prawda kotku? - od razu odzyskała humor. Zaśmiała się po chwili z reakcji swojego narzeczonego, a ja razem z nią.

Po tej mojej "tragedii" chciałam zacząć życie od nowa. Bez Niego. Wyjechałam do Hiszpanii, do Madrytu. Wynajęłam mieszkanko z widokiem na Santiago Bernabeu. 
Zbieg okoliczności? 
Możliwe. 
Chcąc nie chcąc, nie mogłam od tak, po prostu odciąć się od piłkarskiego świata. 
Dostałam pracę, w redakcji magazynu sportowego. 
A nie mówiłam! Teraz będę musiała łazić na mecze Realu i o nich pisać! 
Ale potem znalazłam tam sobie przyjaciół. W środowisku, w którym spędziło się w chuj dużo czasu. Nie ma to jak piłkarze, prawda? 

- RAMOOOOOOOS, TY IDIOTO! PUŚĆ MNIE!
- Nie, jeśli się z nami godnie nie pożegnasz! Jedziesz na weekend do domu, a my dzień po tobie wylatujemy do Brazylii i nie zobaczymy się przez miesiąc. 

Taaaa, mhmm, to się dopiero wszyscy zdziwicie.
- Sara, powiedz mu coś, błagam!
- Nic nie mogę zrobić kochana - posłała ten swój szyderczy uśmieszek w stronę Sergio, a ten wyniósł mnie przed dom, gdzie czekał już Iker ze swoją cyfrówką i  paroma innymi reprezentantami Hiszpanii.
- A ja chciałam wam kibicować na mundialu - powiedziałam pod nosem, tak, żeby nikt mnie nie usłyszał. - Nie będę sobie robić z wami żadnych zdjęć! Czy wy widzicie jak ja wyglądam?!

- Ja zwykle pięknie! - krzyknął Mata. 
- Spierdalaj! - odkrzyknęłam, a wszyscy się zaśmiali, jak gdybym powiedziała coś śmiesznego. Czasem zastanawiam się jak ja z nimi wytrzymuję... 
Chyba po prostu jesteś przystosowana do takiego zachowania.
-  Co w tym takiego śmiesznego? Nie jestem uczesana, nie jestem wymalowana, jestem w znoszonej koszulce mojego byłego... Nieważne. Nie robię sobie z wami zdjęcia. Przykro mi. - powiedziałam i wróciłam do domu Carbonillas. 
- Kto cię jutro zawozi? 
- Autobus. 
- Nie! - Sara wydarła się tak, że wszyscy chłopcy zajrzeli przez drzwi balkonowe. - Casillas, zawieziesz naszą malutką Kate na lotnisko, prawda? 
- T.. tak. Oczywiście! O której mam po ciebie być?! 
- O Boże, hahahahahhahahaha, przepraszam... Przestań Nando! - Torres próbował mnie rozśmieszyć i najwyraźniej mu się to udało. - O 8:00. To ja już będę się zbierać, jeszcze muszę się spakować. PAAAA! I powodzenia na MŚ! - dałam wszystkim kopy w dupę na szczęście i buziaki na do widzenia. 

"- Czasem po prostu łatwiej jest zapomnieć o niektórych rzeczach...
- Myślisz, że nie próbowałam! To nie jest takie łatwe.... "

~*~
Jest następny! 
Czekam na opinię ;)

sobota, 19 lipca 2014

II.

- Widzimy się po treningu kochanie - powiedział i dał mi buziaka na pożegnanie.
- Będę czekać, jak zawsze! - krzyknęłam, wychodząc na klatkę schodową, bo już dawno wyszedł z mieszkania. 
- Okay! - odkrzyknął. Miałam jakieś cztery godziny tylko dla siebie. Zakupy? Nie. Oglądanie seriali z opakowaniem lodów na kolanach? Jak najbardziej. Gdzie jest mój telefon, pomyślałam. Muszę zadzwonić do mojej przyjaciółki, co będę sama siedzieć. 
- Colleeeeen? 
- Słuuuuuchaaaaam - zaśmiała się.
- Wiem, że twój cudowny facet pojechał własnie na trening i nie masz co robić, więc zapraszam do mnie na mały maratonik serialowy. Piszesz się?
- Będę za 15 minut. 
W tym czasie przygotowałam nam opakowanie lodów, jakieś inne przekąski i coś do picia. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, nie byłam tym jednak zdziwiona, Col zawsze wchodzi jak do siebie kiedy jestem sama. 
- Hejka! Siadaj na kanapie, a ja wszystko przyniosę. 
- Masz może herbaty? 
- Słońce - powiedziałam i uniosłam dzbanek z herbatą. - Jak zwykle.
Po ok. dwóch godzinach, opakowaniu lodów i 4 kubkach herbaty dostałam sms'a od mojego chłopaka.


"Ubierz się ładnie. Będę za godzinę ;)"

"GODZINĘ?!?! Pojebało? >.<"

"Dasz radę. Kocham cię <3" 

Co on kombinuje? pomyślałam. 
- Colleen, podejrzewam, że za jakąś godzinę twój facet wróci do domu...
- Taaaa, dostałam właśnie od niego wiadomość - zaśmiała się. - Będę się już zbierać, bo nie wiem czy dotrę do domu w tym czasie.
- Oki. To... Do zobaczenia w sobotę na meczu? - zapytałam. 
- Pewnie, pa kochana - powiedziała i pożegnałyśmy się buziakiem w policzek. 
W końcu ubrałam się i zrobiłam makijaż. Miałam coraz mniej czasu.
Ładnie? Ładnie. Mam nadzieję, że mu się spodoba.

- Wow! Słońce, wyglądasz... Wow! 
- Dziękuję - dałam mu całusa. - To gdzie idziemy?
- Czekaj, tylko się przebiorę.
- Okay.
Po 20 minutach jechaliśmy jego autkiem gdzieś tam. Tzn. do jakiejś restauracji pewnie, bo on wdział na siebie swój najlepszy garnitur, a ja wyglądałam tak jak wyglądałam. 
- Wyjaśnij.
- Zabieram moją dziewczynę na kolację, żeby nie siedziała cały dzień w domu i nie obżerała się lodami! - zaśmiał się, a ja razem z nim. Wiedziałam, że mi to wypomni. Za dobrze mnie zna.
- Niech ci będzie. Ale jeśli to miało sugerować, że jestem gruba to wiedz, że nie żyjesz.
- Tsaaa... Nie mogłabyś mnie zabić. 
- Masz rację, za bardzo cię kocham... 

Kiedyś było idealnie. 
A teraz? 
A teraz jestem sama. 
Nie ma Go. 
Chyba miał mnie już dość. 

~*~
Czekam na opinie...
Buziaki :*

piątek, 18 lipca 2014

I.

Przypominasz sobie pierwsze spotkanie z nim


Kawiarnia, w której prawdę mówiąc nie powinien być, bo mu nie wolno. Dieta. 
Pożerał ciastka, jedno po drugim. I popijał najsłodszą kawą w całym menu. Cały on. 
Robiliśmy to co weekend, dopóki nie odszedł.

Zwrócił na ciebie uwagę. 
Na ciebie. Tą, która siedziała w rogu i czytała książkę. Nie wyróżniałaś się. 
Mówił, że właśnie wtedy się zauroczył.

Przywołał cię jednym ruchem ręki, a ty, nie wiedząc czemu, podeszłaś do niego.
Urok osobisty zadziałał? Możliwe. 
Zawsze się ze mnie śmiał. Uważałam, że nie ma za grosz uroku.

Kupił ci kawę i zaczęliście rozmawiać. On opowiadał o sobie i swoim życiu. Sportowiec. Piłkarz lokalnego klubu. 
Nienawidził mnie za to, że nie lubiłam piłki nożnej. Musiał mnie szkolić razem z przyjaciółmi.

A co ty miałaś powiedzieć? Dziewczyna na studiach dziennikarskich. Moja specjalizacja - sport. Ale nie piłka nożna! Do czasu...
Ale tego nie musiał wiedzieć. 
Za to też mnie nienawidził.

Potem grzecznie podziękowałaś za miło spędzony czas, wróciłaś do mieszkania i miałaś nadzieję, że więcej się nie spotkacie. Ale, spryciarz, zapieprzył ci telefon podczas rozmowy i wpisał swój numer. Spisał sobie też pewnie mój - pomyślałaś wtedy. 
Nie miałam mu tego za złe, dopiero po paru miesiącach.


"- Myślisz, że wróci?
-Dalej mam nadzieję, ale powoli zaczyna wygasać..."

~*~

Jest do dupy!
Następny w sobotę :)
Buziaki ;*

niedziela, 13 lipca 2014

Prolog.

- Kochasz go?
- Kocham.
- To dlaczego odszedł?
- Bo jeśli kogoś kochasz, trzeba pozwolić mu odejść... Jeśli czuje do ciebie to samo, wróci.

- Minął już rok.
- Wiem. I dalej mam nadzieję, że wróci...

~*~

Mam nadzieję, że się spodoba ;)
Następnego spodziewajcie się w sobotę...
Buziaki ;*

piątek, 11 lipca 2014