niedziela, 28 września 2014

XIV.

-  No, mów Jack. Jak ci poszło z moją siostrą?
- Z KIM?! - krzyknąłem zdziwiony. 
- Kate Trevino, tak? Moja siostra. 
- Ale jak... Luke? 
Zaparło mi dech w piersiach. Nie potrafiłem się wysłowić. Kate ma brata?
- To tak, kiedy miałem 14 lat nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Kate była już wtedy pełnoletnia. Totalnie się załamaliśmy. Przez pierwszy rok było ok, opiekowała się mną i wgl. Ale kiedy skończyła 19 lat, powiedziała mi, że wyjeżdża i nie może mnie wziąć ze sobą. Więc od 15 roku życia jestem zdany na siebie i jak widać, radzę sobie całkiem nieźle. Ona nawet zmieniła nazwisko, tak jakby chciała zapomnieć, że jest ze mną spokrewniona. Nie kontaktowaliśmy się ze sobą od tamtego czasu, także jak widzisz, nie jesteśmy wzorowym rodzeństwem.
Czemu o tym nie wiedziałem? Byliśmy parą dosyć długo, ale nigdy nie wspomniała o tym, że ma brata. Oraz, że straciła rodziców. Chwilę później usłyszałem:
- Ona nie lubi o tym rozmawiać - jakby czytał mi w myślach. 
- Luke, a może... Może chciałbyś się z nią zobaczyć?

***
- MAAAAAAŁAAAAA !!! 
- Co? - zapytałam ze śmiechem, bo jak na kogoś kto wyszedł tylko po mleko, był aż nazbyt zadowolony.
- Wiesz o tym, że są igrzyska, nie?
- Trudno nie wiedzieć. Cały Londyn jest przepełniony sportowcami. Ostatnio spotkałam nawet polskich siatkarzy na ulicy - zobaczył, jak mi się oczy zaświeciły na wzmiankę o nich.
- Tak, no, ja wiem, że uwielbiasz te siatkarzyny. Okazało się, że jeden z nich bardzo lubi Arsenal i jak mnie zauważył w tym sklepiku, to zaczęliśmy gadać i wyszło na to, że idziemy na ich dzisiejszy mecz - wyszczerzył się tak, jakby strzelił najpiękniejszego gola w historii piłki nożnej. Widać, że jest z siebie strasznie dumny. 
- PIERDOLISZ?! - zeskoczyłam z kanapy jak poparzona i do niego podbiegłam. - Masz bilety? Masz masz masz??
- Wszystko dla mojej kochanej dziewczyny - powiedział i wyciągnął zza pleców dwa bilety na mecz Polska - Wielka Brytania. 
- MISIEEEEK!!! Kocham cię!!! - krzyknęłam i wskoczyłam mu w ramiona.
- Powiedzieli, że będą chcieli cię poznać po meczu - zaśmiał się widząc moją reakcję, ale zaraz potem popatrzył w moje pełne szczęścia oczy i mnie pocałował.


***
Colleen gada z Aaronem przez telefon, co zajmie jej co najmniej dwie godziny, bo musi z nim omówić sprawę ślubu. A ja siedzę przed telewizorem z laptopem na kolanach, bo mój kochany szef kazał robić mi na oficjalnej stronie naszej gazety relację na żywo meczu Francja - Niemcy. NIEMCY DO BOJU !!!! słyszę dobiegający z balkonu głos mojej przyjaciółki. Uważam tak samo, ale nie mogę być stronnicza opisując tenże mecz. A szkoda. Skoro Hiszpania i Anglia odpadły, zostali mi tylko Niemcy. Z zamyślenia wyrwał mnie mój telefon.
- Tak Jacky?
- Mogę przyjść? Czy jesteś zajęta?
- Nie możesz A pomożesz mi pisać relację na żywo z meczu? 
- Oczywiście, że pomogę. Będę za trzy minuty.

***
- Załatwiliście to? Przeprosił ją? Wrócili do siebie? IKER, POWIEDZ MI! 
- Hej hej hej! Spokojnie kochanie! - krzyknął Casillas. - Tak, wrócili do siebie. Ale według nich, nikt oprócz Torresa i Colleen o tym nie wie. I niech tak zostanie.
- Jasne, ja o niczym nie wiem - powiedziała zadowolona Sara. - Wydawała się jakaś inna? Szczęśliwsza? 
- Oczywiście, że tak. Od razu każdy to zauważył i już wiedzieliśmy co jest na rzeczy.
- To świetnie. Cieszę się, że w końcu nasza przyjaciółka jest szczęśliwa. 
- Ja też, nawet nie wiesz jak bardzo. A teraz chodź, trzeba się spakować, jutro lecimy na wakacje.

~*~
Wiem, że krótki, ale jest do dupy :D
Dobra, następny nie wiem kiedy.
Do następnego ;)
Buuuziaki ;**


czwartek, 25 września 2014

XIII.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak cholernie się cieszę. 
Motyle rozsadzają mi żołądek. 
On  w r ó c i ł. 
Do mnie. 
- Nie możesz na razie nikomu o tym powiedzieć. N i k o m u, rozumiesz?
- Dlaczego?
- Lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział. Tak będzie... bezpieczniej. 
- Dalej nie rozumiem - powiedział ze śmiechem. 
Wrócił stary, dobry Jack. 
- Jak Colleen się dowie, to nie dość, że zabije ciebie, to jeszcze do tego mnie. A Hiszpanie będą w chuj zadowoleni, bo w końcu to dzięki nim. A ja nie chcę mieć żadnych pierdolonych problemów. Po prostu siedźmy cicho. 
- Jak chcesz. 
I siedzieliśmy tak, na kanapie, praktycznie się do siebie nie odzywając. 
Po prostu byliśmy. 
Upajaliśmy się swoją obecnością. 

***
Colleen nie wróciła na noc. A Jack ze mną został... Jednak kiedy rano się obudziłam, jego nie było obok mnie. Na szafce zobaczyłam tylko krótki liścik:

Kotek, musiałem wrócić do swoich :D
Zobaczymy się niedługo, obiecuję.
Kocham cię <3

Mimowolnie się uśmiechnęłam. 
To nie był żaden sen, on naprawdę jest. Mój.
Wstałam z łóżka i poszłam się ogarnąć, bo miałam jechać z Byczkami na trening, żeby trochę zdjęć porobić i coś tam napisać o nich. 
Michael powiedział, że to będzie mój ostatni artykuł o Reprezentacji Hiszpanii w czasie tego mundialu. 
Mam się zająć innymi. 
Bo nasi już odpadli. 
Usłyszałam pukanie.
- Otwarte.
- Nie prawda! - usłyszałam wrzask Col.
- Dobra, już ci otwieram haha.
- Nie wiem dziewczyno co cię tak śmieszy! - weszła naburmuszona do pokoju i rzuciła się na kanapę. - Wiesz gdzie spałam? U Torresa! Bo chciałam zostawić cię samą z Jackiem.
- SKĄD WIESZ?! - teraz to ja się darłam. Byłam wściekła. 
- Nando mi powiedział o całym planie. A potem przyszliśmy tu we dwoje, ale drzwi były zamknięte. I słyszeliśmy WASZE głosy, więc postanowiliśmy zostawić was w świętym spokoju. Został na noc? - zapytała podekscytowana. 
- Tak - powiedziałam speszona. Miała o tym nie wiedzieć.
- To cudownie! Wilshino is back!!! 

***
- Lepiej ci już kochanie? Chodźmy do lekarza, co? 
- Jest ok, nie potrzebuję żadnego lekarza - powiedziałam oskarżycielskim tonem. - To pewnie grypa. Przejdzie mi. 
- Na pewno? Ej, kotek. Pamiętaj, że ja wyjeżdżam na mecz za jakieś 2 godziny i nie będzie miał się kto tobą opiekować...
- Colleen. Spokojnie, damy radę. Nie przejmuj się mną i jedź. Macie to wygrać.
- Zrobię ci herbaty. I dam jakieś leki, bo nie mogę na ciebie patrzeć w takim stanie.
- Wyglądam aż tak źle? - zaśmiałam się. Chciałam rozładować atmosferę, ale Jackowi nie było do śmiechu. 
- Wyglądasz strasznie, właśnie dlatego chcę cie zaprowadzić do lekarza. Ale ty jesteś zbyt uparta. 
- Też cię kocham, ty mój piłkarzu! 
Na jego twarz wszedł leniwy uśmiech. 
Wygrałam. 

***
- Wasza ostatnia sesja ze mną. Jeszcze jeden mecz i jedziecie do domu.
- A ty? - zapytał ze smutkiem w głosie Ramos.
- Przecież wam mówiłam na początku, że zostaję do końca, bo szef mi tak kazał. A teraz idźcie trenować, bo muszę wam ładne zdjęcia porobić! 

***
- Masz jakieś plany na wakacje? -  zapytał Jack. Właśnie byłam w trakcie prowadzenia bardzo inteligentnej rozmowy telefonicznej.
- Oczywiście, że tak! Ogarnij, że do 14 lipca jestem w słonecznej i ciepłej Brazylii, a potem jadę do Madrytu! Żyć, nie umierać! - zaśmiałam się do słuchawki. 
- Bardzo śmieszne, Kate. Biorąc pod uwagę to, że Anglia też odpadła i mamy już tak jakby wolne, mógłbym z tobą zostać. 
- Jak chcesz Jack. Dobra, przemyśl to sobie jeszcze. Muszę kończyć, bo widzę, że szef dzwoni! Kocham cię!
- Ja też cię kocham, Kate! 

~*~
Nie podoba mi się (jak zwykle)
Czekam na opinie ;)
Do następnego.
Buuuuuziaki ;**

środa, 3 września 2014

XII.

- Już wróciłaś?
- Byłam na randce z NIM, rozumiesz? - nawet nie zorientowałam się wcześniej, że płaczę.
- Co kurwa?! - krzyknęła zaskoczona Colleen. - I ty się na to zgodziłaś?!
- Dowiedziałam się przed restauracją - powiedziałam speszona. - Nie mogłam się już wycofać.
- Spędziłaś tam 20 minut - stwierdziła. Owszem. Bo nie mogłam tego znieść.
- Wytłumaczył mi wszystko... Dlaczego odszedł. I... powiedział, że... że... że mnie kocha.
- Ooo... Uciekłaś?
- Mhm... Nie dałam rady. Nie, to było dla mnie za dużo.
Czy aby na pewno? 
Ja... ulżyło mi kiedy to usłyszałam.
- Przynajmniej mam jakąś gwarancję, że będzie walczył.


***

Co ja mam zrobić? Pobiec za nią? Zostać tutaj? Jeszcze nigdy niczego takiego nie zrobiła. 
Może uciekła dlatego, że dalej ci nie ufa...

Nie mogę w to wierzyć. Muszę sprawić, żeby mi zaufała. Znowu. Tak, jak kiedyś.
Kiedy pośpiesznie wstałem od stołu, poczułem rękę na swoim ramieniu, która próbowała usadzić mnie z powrotem na dupie.
- Siedź. Jeśli nie masz zamiaru do niej iść, to po prostu siedź.
- A skąd wiesz, że nie chcę tego zrobić?
- Widzę to w twoich oczach. A zresztą... gdybyś chciał, to zrobiłbyś to od razu.
- Idę tam.
- Colleen cię zabije jak tylko pojawisz się pod ich drzwiami  - kurwa, zapomniałem o Col. Przecież ona nigdy nie dopuści mnie do Kate.
- Nieważne. Ona jest tego warta. 

***
- Skaaaaarbie!!!! - ktoś dobija się do drzwi apartamentu. W sumie tylko jedna osoba teraz tak do mnie mówi.
- Wchodź Iker - krzyknęłam, po czym zwróciła się do przyjaciółki. - A ty wyjdź.
- Co? Czemu?
- Po prostu wyjdź. Kocham cię, ale nie jesteś mi teraz potrzebna. Muszę z nim porozmawiać w cztery oczy.
- Dobra. A ty - wskazała Casillasa.- weź coś z nią zrób.

- Dlaczego to zrobiłeś? - popatrzyłam na niego wzrokiem tłumacz się albo nie żyjesz. Chyba musiał to totalnie zauważyć.
- To nie był mój pomysł, tylko Torresa. 
TORRES?!?!
- I ty na to pozwoliłeś? - zapytałam zirytowana. Nando ma czasami naprawdę idiotyczne pomysły. I czasami mam ochotę go za nie zamordować. Serio. 
- Przepraszam - powiedział skruszony. - Ale my chcieliśmy dla ciebie jak najlepiej! Nie wiedzieliśmy, że wylecisz jak strzała z restauracji po usłyszeniu kocham cię.
- Wyjdź. 
- Co?
- Wyjdź. Teraz. Nie chcę cię widzieć. 
W jego oczach zobaczyłam niedowierzanie i smutek. Nie spodziewał się tego. Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, a potem odwrócił się i zmierzał do drzwi. 
- Jeszcze jedno - jego wzrok skupił się na mnie. - Powiedz Nando, że ma totalnie przejebane. 

***
- Chodź ze mną na ten bal, proszę. Oboje nie znosimy tego typu imprez, ale ja muszę tam być, a nie wypada pojawiać się samemu, kiedy ma się tak piękną dziewczynę. 
- Już tak nie słódź, kotek. Pójdę, ale nie siedzimy tam za długo, bo coś słabo się czuję - powiedziałam i położyłam mu na policzku dłoń, w którą on wtulił swoją twarz. 
- Masz jakąś sukienkę? - zapytał z nadzieją, że nie będzie musiał iść ze mną na zakupy (musiałby mnie wtedy zostawić w domu, bo do balu zostało półtorej godziny) . Ma szczęście, bo ostatnio kupiłam sobie kreację na ten bal (on o tym nie wiedział muahahahahahahaha).
- Chodzi ci o taką? - pokazałam mu suknię w pełnej okazałości. Na jej widok zaświeciły mu się te wielkie brązowe, prawie czarne oczyska. Podoba mu się. 
- Dokładnie. A teraz ją ubieraj i jedziemy - rozkazał i mnie pocałował. 
I tak ma być zawsze. 

***
Po jakimś czasie znowu usłyszałam pukanie do drzwi. Mam nadzieję, że to nie żaden byczek, bo jestem na nich wściekła. Colleen gdzieś sobie poszła i byłam sama. 
- Wynoś się, chcę zostać sama.
- Przepraszam za tą restaurację. Mogłabyś mnie wpuścić choć na chwilę?
- Są otwarte - powiedziałam ze szczęką na podłodze. Znalazł mnie. Walczy. Moje ciało zalała fala ciepła. - Co ty tutaj... - nie mogłam dokończyć, bo poczułam jego wargi na swoich. Boże, tak za tym tęskniłam. Za nim.
- Brakowało mi ciebie. Jezu, tak strasznie mi ciebie brakowało! 
Cisza.
- Kocham cię, okay! Mogłabyś to zrozumieć? Ja... Ja obiecuję, że już nigdy cię nie zostawię... Tylko, proszę, wybacz mi - mówił błagalnym tonem. 
Cisza. 
Cała ja krzyczała chcę ci wybaczyć!, ale... 
Dobra, nie. 
Pieprzyć to. 
Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać. 
Odzyskałam go. Po roku rozłąki, w końcu go odzyskałam. 
- Czy to znaczy tak, wybaczam ci? - zapytał patrząc mi w oczy. W jego dostrzegłam iskierki radości. Jego zapał wrócił. Znowu jest taki jak przed naszym rozstaniem. A wystarczyło jedno spotkanie. Jeden pocałunek.
- Tak - oznajmiłam pełnym radości tonem. Uśmiechał się. - I ja też cię kocham, Jack.

Nigdy tak naprawdę nie przestałam.

~*~

BAAAA DAAM TSSSS!!! 
Surprise, my lovely readers! 
Jest taki piękny dzień (żart! haha, uśmiałam się), zaczęła się szkoła, a ja siedzę w domu chora i kończę dla was rozdział. 
Miło? Miło. 
Karola! :D
W końcu będziesz wiedziała kim jest główny bohater. 
Nie musisz dziękować XD
Także.... Do następnego :)
Buuuuuziaki ;***

czwartek, 28 sierpnia 2014

XI.

- Odpadli - powiedziałam sama do siebie. - Odpadli.
- Tak proszę pani, Hiszpania odpadła. Jakiś problem?
- Mam panu powiedzieć jaki mam pieprzony problem?! To jest reprezentacja której kibicuję, TO są moi przyjaciele i zaraz tu podejdą ze łzami w oczach i będą czekać aż powiem coś innego niż "nic się nie stało, nawet najlepszym się zdarza", ale ja nie będę w stanie nic wydusić, bo nie mogę! W tym tkwi ten pierdolony problem! Ale pan tego nie zrozumie, bo jest tu pewnie tylko w sprawach służbowych. Niech pan mi jeszcze powie, że nie lubi piłki nożnej, a moja pięść zapozna się z pana twarzą - krzyczałam wkurwiona już nie na żarty. A facet jeszcze bardziej wyprowadził mnie z równowagi mówiąc to, czego mu zabroniłam. Już miałam mu przypierdolić, ale poczułam jak ktoś mnie obejmuje i przenosi przez barierki z dala od tego idioty.
- Sanchez, do cholery jasnej, postaw mnie na ziemi!
- Dobra, dobra... Chłopcy jak tylko zobaczyli, że zaczynasz się tam kłócić, kazali mi cię zabrać, bo na nich trener się wydziera. I widzę, że przyszedłem w samą porę, bo facet źle by skończył - powiedział ze śmiechem. Miał się z czego cieszyć. Prawdę mówiąc, powinnam być na niego wściekła, ale nie mogłam. Po prostu się do niego przytuliłam i zaczęłam płakać. Przykro mi z powodu Hiszpanów, miałam nadzieję, że obronią mistrzostwo. - Nie lubię twojego kraju Alexis.
- Przepraszam. O, patrz! Twoi Hiszpanie już są wolni, idź do nich - dał mi buziaka w policzek i pchnął w kierunku "moich facetów". Pierwszy napatoczył mi się Czesio. Przytuliłam go, ale nie potrwało to długo, bo od razu zostałam porwana przez Casillasa, który nie chciał mnie "wypuścić".
- Skarbie, strasznie mi przykro...
- Zamknij się i nie odchodź, dobra? - zapytał.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.

***
- Ja pierdole, ci idioci też odpadli?!
- Czyli wszystko idzie zgodnie z planem - powiedział pod nosem Torres.
- Co?
- Nic, nic! - popatrzył wymownie na Ikera i wskazał balkon. Oboje wyszli.
- Rozmawiałeś z nim?
- Tak i niemalże od razu się zgodził, bo chce ją odzyskać. Kocha ją i zrobi wszystko, żeby znowu byli razem... - kiedy kończył na balon wszedł Ramos. On też o wszystkim wiedział, spokojnie.
- Musimy wszystko zorganizować. Ma być idealnie.

*** 
Nie wiem o co chodzi, ale Sergio kazał mi się zrobić na bóstwo i dał mi na to dwie godziny. Dzięki Ramos, na pewno się wyrobię!
- Pomóc ci?
- Wzięłaś jakaś zajebistą sukienkę, w której będę wyglądać jak milion dolarów? - zapytałam, choć wiedziałam, że odpowiedź brzmi 'tak'. Colleen zawsze ma ze sobą co najmniej trzy takie sukienki.
- Fioletowa, czarna czy szmaragdowa? - uśmiechnęła się z wyższością. Chciała mi pomóc.

***
Zadzwonili do mnie Hiszpanie i powiedzieli, że mam się z nimi natychmiast spotkać, bo muszą coś ze mną omówić. Nie wiem co się dzieje, ale zgodziłem się. Brzmieli bardzo wesoło. Za bardzo. Ale im ufam. 
- O co chodzi? - zapytałem na wstępie. 
- Masz randkę.
- Co? Z kim?
- Z twoją byłą dziewczyną. Wiemy, że chcesz ją odzyskać i ci w tym pomożemy, bo Kate jest nieszczęśliwa bez ciebie. Oczywiście - powiedział skromnie Ramos. - My zawsze poprawiamy jej humor, ale nie na długo. Kiedy wraca do domu znów zamyka się w sobie. Bierze lody, wino i siada przed telewizorem. 
- Skąd wiecie?
- Wysłałem kiedyś Sarę na babski wieczór z nią i to właśnie tak wyglądało. Opowiadała jej o roku bez ciebie. Więc rusz dupę w troki i wdziej jakieś eleganckie wdzianko, bo ona już się szykuje. Za półtorej godziny masz być na miejscu. Ja ją przyprowadzę. Nie martw się, będziemy w tej restauracji na kolacji. WSZYSCY. I będziemy siedzieć tak, żebyśmy my was widzieli, a wy nas nie. Zgoda? 
- Zgoda. Będę tam. 

***
- Ikuś, po cholerę kazaliście mi się tak wystroić? Idę z wami tylko na kolację - zaśmiałam się, ale Casillas dalej był poważny. Nawet na mnie nie spojrzał. - Iker? Casillas? Hej, powiedz coś.
- Nie idziesz na kolację z nami. I zanim nas zabijesz to, proszę, zostań z nim chociaż przez chwilę. Proszę. Jeśli nie zrobisz tego dla niego albo dla siebie, to zrób to dla mnie. Bo, skarbie, nie mogę znieść tego, że cierpisz. Jesteś moją przyjaciółką i chcę dla ciebie jak najlepiej. 
- Nie... Nie zrobiłeś tego...
- Przepraszam... A teraz, błagam cię, wejdź tam i wysłuchaj go. 
- Dobrze - poddałam się. Nie dałabym rady mu odmówić.

- Kate. 
- Hej.
- Pięknie wyglądasz - wiedziałam o tym, ale lubiłam to słyszeć. Zdecydowałyśmy się z Colleen na szmaragdową. Powiedziała, że będzie podkreślać kolor moich oczu. Bzdury. Ale była cudowna. Wstał, żeby odsunąć mi krzesło od stołu. Zawsze tak robił. Dżentelmen.
- Pół godziny. 
- Co? - wyglądał na zdezorientowanego.
- Masz 30 minut na wyjaśnienia, potem wychodzę. I chcę żebyś wiedział, że nie robię tego dla żadnego z nas. 
- Wiem, że nie wybaczysz mi od tak. Wiem to. Ja... zachowałem się jak dupek zostawiając cię bez słowa wyjaśnienia. Jednak musiałem to zrobić...- przerwałam mu.
- Dlaczego? 
- Pewna osoba uważała, że nie jestem dla ciebie odpowiedni. I groziła, że jeśli tego nie zrobię, coś ci się stanie. Nie chciałem tego. Zrozum, zrobiłem to, żeby cię chronić. Tylko po to. W innym przypadku nigdy bym cię nie opuścił... - kiedy to mówił, jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. On ją starł. Nie opierałam się, brakowało mi jego dotyku. Brakowało mi całego jego. - Kocham cię. Zrozum to wreszcie do cholery i daj mi szansę. 
Co? Co on powiedział? 
Kocham cię?
Nagle zorientowałam się, że nachyla się nade mną małe stadko Hiszpanów. 
- Ja też cię kocham... Ale, przepraszam, ja nie jestem w stanie ci wybaczyć. Nawet po tym co mi dzisiaj powiedziałeś - oznajmiłam i wstałam od stołu najszybciej jak się dało. Nikt mnie nie gonił. Po prostu wyszłam i wróciłam do hotelu. 

~*~
Hej, tak, no, to jest do dupy powinno wam się spodobać chyba
Także.... Do następnego ;)
Buziaki ;* 

czwartek, 21 sierpnia 2014

X.

- Torres, ty się ustaw tu, tak. A Cesc tu. Ramoooos, już, stawaj obok Nando...
- Jesteś tego pewna? - zapytał Iniesta ze śmiechem. 
Nie byłam. Ale przynajmniej będzie śmiesznie.
- Oczywiście, całkowicie! No, idź do tego Fernando! Pikuś, ty stań obok Fabregasa, a obok Gerarda stanie Villa. Spokojnie chłopcy, wiem co robię.
Chyba nie do końca mi uwierzyli. Czy to ustawienie było przypadkowe? Skąąąąądżeeeeeee. Zaraz pewnie zdjęcie będzie robić Colleen, a ja wyląduję na rękach któregoś z Hiszpanów. Jestem ciekawa któremu teraz przypadnie ten zaszczyt....
- Ikeeeeeeer!
- Tak, słoneczko ty nasze?
- Uśmiechnij się ładnie, wtedy będę mogła zrobić zdjęcie i będziecie wolni.
- My tak, ale ty niekoniecznie! - krzyknął El Niño.
Wiedziałam.

***
Po tej małej sesji zdjęciowej wróciliśmy wszyscy do hotelu, chłopcy chcieli żebym w coś z nimi zagrała, ale niestety musiałam odmówić, bo mam do napisania artykuł o tym jak sobie radzą na treningach, jaka jest forma poszczególnych graczy itp. Potem wyślę to Michael'owi, on się tym zachwyci i umieści w naszej kochanej gazecie. 
- Col, podasz mi aparat?
- Po co?
- Muszę powstawiać zdjęcia do artykułu. Po te je robiłam. 
- Okay, proszę, masz - powiedziała z uśmiechem i wróciła do oglądania jakiejś brazylijskiej telenoweli. Po ok. dwóch godzinach mogłam do niej dołączyć, bo tekst był wysłany. 
- Aaaaa teraaaaaz.... Jak wrażenia? - zapytałam, a ona popatrzyła na mnie jak na kosmitę, ale po wyrazie mojej twarzy, czyt. szerokim uśmiechu i wesołymi oczami wpatrzonymi w nią, chyba się domyśliła o czym mówię.
- Wiesz, że ich nienawidzę.... Aleeee... 
- O Boże! Jest 'ale' !!!! 
- Torres i Ramos są całkiem fajni. I Casillas. W sumie jego nie da się nie lubić, tak sądzę. Sprawia takie wrażenie. 
- Wiem, wiem. Iker był pierwszym piłkarzem, który zaczął się do mnie odzywać, odkąd pierwszy raz zawitałam na Bernabeu w roli dziennikarki - chwila przerwy. - LUBISZ ICH! Chłooooooooopcyyyyyyy, Coooooolleeeeeen was lubi!!!! - zaczęłam się drzeć na cały korytarz. Cieszmy się, iż nie mieszkał tu nikt oprócz nas. 

***
- Odebrałeś ją z lotniska, a ja dostałem opierdol i spadły na mnie przygotowania do ślubu. Dzięki stary. 
- Co? Jak to?
- Kate zadzwoniła z tym do Colleen, bo jakżeby inaczej. Domyśliła się, że to wszystko wyszło ode mnie, prawda? O tym też jej powiedziała. Col się wściekła, spakowała i poleciała najbliższym lotem do Rio, zostawiając mnie samego ze ślubem. 
- Sorry, bracie. 
- Dobra, nieważne. Mów.
- Nie odzywała się do mnie całą drogę, a jak wychodziła powiedziała tylko dzięki za podwózkę, zabrała walizkę i poszła. Nic. Żadnego spojrzenia nawet. 
- A co ty myślałeś? Że ci w ramiona skoczy i wybaczy od tak? - Aaron parsknął śmiechem. Wiedziałem, że tak nie będzie. Liczyłem się z tym, że zaczynam długą i mozolną walkę. Ale jak już teraz zacząłem, to nie mogę zrezygnować. Nie ma takiej opcji. 
- Muszę iść na trening, nara. 

***
- O ja pierdole - mecz z Holandią. Ja z aparatem za bramką Ikera. A obok mnie pustka. Reszta chyba nie lubi jak się przy nich przeklina przynajmniej 10 razy na minutę. Po karnym Xabi'ego cieszyłam się jak głupia, ale teraz chce mi się płakać. Colleen została w Rio, więc nawet nie miał kto ze mną porozmawiać. 
Po meczu poczułam jak ktoś przenosi mnie przez barierkę, przerzuca przez ramię i idzie przez boisko do szatni. Przynajmniej mogę być pewna, że to jakiś Hiszpan, bo nie znam żadnego Holendra (od dzisiaj ich wszystkich nienawidzę), ale nawet nie chce mi się opuścić głowy, żeby sprawdzić jaki ma numerek z tyłu na koszulce. Dalej robię zdjęcia. 

Kiedy Torres (wow, jednak) wniósł mnie do szatni rzuciło się na mnie stado smutnych Hiszpanów, którzy potrzebowali pocieszenia. 
- Grupowy hug? - zapytałam niepewnie. Wszyscy kiwnęli głowami i zostałam otoczona. 22 facetów i ja sama. - Niech ktoś zrobi zdjęcie! Powieszę je sobie na ścianie! Ale nie tak z boku, tak od góry, żeby wszystko było widać - instruowałam, tak mi się wydaje, fizjoterapeutę. - Dziękuję! 

***
- Kate, nie musisz pisać artykułu, ktoś inny się tym zajmie. Po prostu wyślij nam zdjęcia, okay?
- Oczywiście Michael, zaraz prześlę wam wszystkie, które nadają się do użytku - powiedziałam smutna. 
- Nie smuć się, następny mecz wygramy. 
- Mam taką nadzieję. Dobra, kończę, jeśli jeszcze dziś chcesz dostać te zdjęcia. Paaa.
Chłopcy patrzyli na mnie, to na siebie smętnym wzrokiem, ale zignorowałam to i wsiadłam do samolotu. Wracamy do Rio. Do Col. 

***
- Musimy ich spiknąć. 
- Zgadzam się. Bez niego jest nieszczęśliwa. Z tego co wiem, to się ciągnie już rok.
- Hola, hola panowie! A wie ktoś kim jest ten delikwent? - zapytał Ramos. 
- Ja wiem.

~*~
O Jezu, zaraz wyjdzie z tego druga "Moda na sukces" 
Straszne, powiadam. Straszne. 
Buziaki ;*

wtorek, 19 sierpnia 2014

IX.

Dlaczego?
Dlaczego on mi to zrobił? 
Teraz, kiedy wszystkie wspomnienia, dobre i te złe, wróciły ze zdwojoną siłą, znowu zaczęłam się nad tym zastanawiać. A prawdę mówiąc mam na to czas, bo tu, w obozie reprezentacji Hiszpanii na razie nic się ciekawego nie dzieje.  
Nie skontaktował się ze mną ani razu od naszego rozstania. 
Ja tego nie chciałam. 
Nie chciałam się rozstawać.
Ja chciałam Jego.
Ale on postanowił coś zupełnie innego. 
A teraz nagle postanowił mnie odzyskać?
On cię dalej kocha.
Dalej mnie kocha? Gdyby mnie kochał, to zrobiłby coś dużo wcześniej, a nie po cholernym roku. 365 dniach. Nie wiem jak dla niego, ale dla mnie to była wieczność. Przez parę pierwszych miesięcy umierałam. Z tęsknoty za nim, za jego pocałunkami. Za wszystkim. 
Nie można było do mnie dotrzeć. Nie rozmawiałam z własną przyjaciółką. A potem chciała mnie wysłać do psychologa. Dzięki Collen, też cię kocham.
A ty dalej kochasz jego.
I co z tego? Już za późno... Tak sądzę. Nie wiem czy jestem w stanie mu wybaczyć, nawet jeśli zacząłby robić wszystko, żeby mnie odzyskać. Po prostu nie wiem, okay? Nie przeżyłaś czegoś takiego, więc nie mów, że wiesz lepiej. 

Jak to się stało? 
Naprawdę chcesz wiedzieć? 

- Koooooooochaaaaaanie! Jadę na zakupy z Colleen, postaram się szybko wrocić - zaśmiałam się i dałam mu buziaka na pożegnanie. wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ostatniego. 
- Paa, baw się dobrze Myszko - powiedział pieszczotliwie. Po tym jak wyszłam musiał zacząć pakować swoje rzeczy, miał naprawdę dużo czasu. Nigdy nie wracałam z zakupów z Col po mniej niż 5 godzinach. Po prostu zabrał swoje najpotrzebniejsze rzeczy i ubrania, w których ja nie chodziłam. (uwierzcie mi na słowo, miał tak zajebiste ubrania, że nawet ja się w nich pokazywałam.) Kiedy wróciłam do mieszkania nie było go. Zostawił tylko liścik na kuchennym blacie....
Przepraszam Myszko, kiedyś ci to wytłumaczę.
Kocham Cię. 
W tym momencie zawalił się cały mój świat. Łzy leciały z moich oczu jak małe wodospady. W pierwszej kolejności zadzwoniłam do Aarona z zapytaniem, czy może On nic mu o tym nie mówił. 
Ale na próżno. 
Nawet nie dzwoniłam do Colleen. Wiedziałam, że jej narzeczony o wszystkim jej powie. Nie myliłam się, była u mnie po 10 minutach i po prostu siedziała trzymając mnie w ramionach. 
Była. 

To cała historia?
Potem, jak mówiłam wcześniej, było parę miesięcy ciężkiej depresji po "stracie" osoby, którą kochałam najbardziej na świecie. Dalej kocham, ale to już się nie liczy, bo on wraz ze swoim odejściem przestał o mnie walczyć. Poddał się. A następną walkę podjął dopiero teraz, po tak długim czasie. 
Przepraszam. Jakieś 4 miesiące po jego odejściu dostałam sms'a z nieznanego numeru... 

Loving you is so hard, you know?

Wiedziałam, że to on, ale każda próba kontaktu kończyła się fiaskiem.... Żadnych raportów dostarczenia, żadnych odpowiedzi... 
Nic. 
Po tygodniu prób zaprzestałam wiedząc, że już go nie zobaczę, nie usłyszę, nie pocałuję. Nigdy. 
Teraz już jest lepiej. Nie myślę, ughh przepraszam, myślałam o nim tak dużo, ale teraz to wróciło. DZIĘKI KOCHANIE! 
Musiałeś mnie odbierać z tego pierdolonego lotniska? Musiałeś? 

*** 
- Przepraszam - darła się moja przyjaciółka. - Przyjechałam tu do Kate Trevino. Macie mi w tej chwili powiedzieć, gdzie znajduje się jej pokój!
- Pani Trevino nie mówiła, że spodziewa się gości. 
- Kurwa mać - powiedziała i zadzwoniła do mnie. - Kate, czy mogłabyś do cholery powiedzieć mi, na którym piętrze i w którym pokoju mieszkasz? 
- Hahahaha, 23 piętro, pokój 2356, nie przejmuj się recepcjonistką i chodź. 
Jak powiedziałam, tak zrobiła. Nie odezwała się słowem do pani za ladą, wzięła swoją walizkę i poszła do windy w akompaniamencie krzyków tejże właśnie pani, z uśmiechem zwycięstwa na twarzy. 

Już chwilę później wparowała do apartamentu, jak na Colleen przystało. Bez pukania. Po prostu wzięła i otworzyła drzwi na oścież. 
- Colleen, co byś zrobiła, gdybym na przykład teraz uprawiała seks na kanapie razem z Fernando Torresem, hmmm? 
- Cześć Kate, też miło Cię widzieć - powiedziała z uśmiechem i wpadła w moje szeroko otwarte ramiona. Stęskniłam się za nią. Cholernie. - Wracając do twojego pytania... Wykastrowałabym go - zasmiała się, a ja jej zawtórowałam.

***
- Cesc, słonko, mógłbyś się uśmiechnąć? - zapytałam. Czesiu zrobił o co prosiłam, ja cyknęłam mu piękne zdjęcie, a Colleen udawała, że ma odruch wymiotny. Powiedziałam jej:
- Jak jeszcze raz zrobisz coś takiego, to odeślę cię najbliższym samolotem do Anglii. A teraz uśmiech! 
- Za fotografa też robisz? 
- Tak Nando, i dodatkowo mi za to płacą, więc macie na nich wyglądać profesjonalnie hahahaha. 
- Się robi kapitanie! - cała reprezentacja krzyknęła i zasalutowała. Kocham tych wariatów. 

*** 
Heeeeej....
Podoba się? 
Następny postaram się dodać jak najszybciej :)
Buziaki ;**

VIII.

- Przepraszam.
- Zamknij się. Przepraszać trzeba było rok temu.
- Wiesz, że nie...
- Mogłeś czy nie, nie zrobiłeś tego.
Na tym skończyła się nasza rozmowa. Kiedy podjeżdżał pod hotel, prawie wyskoczyłam mu z samochodu, jednak w ostatniej chwili się powstrzymałam.
- Dzięki za podwózkę - powiedziałam i weszłam do hall'u. Żadnego buziaka w policzek, żadnego podania ręki, żadnego ukradkowego spojrzenia. Nic. Może i za nim tęsknię, ale to było silniejsze ode mnie. Takiego zachowania nie można wybaczyć od tak, podczas pierwszego spotkania. Jeśli chce mnie odzyskać, w co szczerze wątpię, musi się bardzo postarać. A Aaronowi się za to dostanie, oj chłopak ma przejebane. 

***
Puk, puk. 
Nic. 
Puk, puk, puk. 
Dalej nic. 
Cholera, Casillas, weź otwórz te cholerne drzwi., pomyślałam zirytowana. 
- Przepraszam, co pani tu... - usłyszałam jego głos i odwróciłam się, a on stanął w pół kroku i na mnie patrzył. Ja tylko stałam z tym moim głupim uśmieszkiem pod jego drzwiami. Kiedy już się ocknął podbiegł i wziął mnie w swoje ramiona. - Co ty ty robisz?
- Dostałam takie zlecenie, na początku co prawda nie chciałam się zgodzić, ale...
- KAAAATEEEE!!!! 
- O kurwa - powiedziałam, a Iker zaczął się śmiać i odsunął się. Właśnie leciało na mnie stado facetów, a ten idiota zostawił mnie bez ochrony. - Stop! Nie zróbcie mi nic, błagam, bo nie mam zamiaru robić z wami wywiadów siedząc na wózku inwalidzkim. 
- Wywiadów? 
- Nie przyleciałam tu na wakacje, tylko do pracy. I lepiej dla was, żebyście doszli do finału, bo mam zostać do końca mistrzostw. 

***
- Hej, nie bój się! RPA nie jest daleko....
- Łatwo ci o tym mówić, co Misiek? Ty sobie tak latasz cały czas... A ja... nie.
- Nie chcesz mi powiedzieć... - zaczął się śmiać. Czy on jest niepoważny? Ja tu zawału dostanę na pokładzie samolotu, a on się śmieje?! 
- Nie wsiadam. 
- Dlaczego?
- Bo się śmiejesz. 
- Przepraszam kochanie. Przez całą podróż będę cię przytulał i trzymał za rękę. Co ty na to?
- A buziaka dostanę? - zapytałam jak mała dziewczynka. 
- Oczywiście - powiedział i się uśmiechnął.

 ***
- Boże, Colleen, on mnie odebrał z lotniska, ogarniasz?! Aaron ma za to taki wpierdol, że...
- Czekaj! Czemu sądzisz, że to Aaron mu powiedział o tym, że tam będziesz?
- Proszę cię, tylko wy o tym wiedzieliście. A ty byś mi tego nie zrobiła. - powiedziałam, po czym usłyszałam ciszę, która zwiastowała kłótnię. 
- AAROOOOOOON, TY IDIOTO! Jak mogłeś mu powiedzieć, że Kate będzie w Brazylii i podać numer jej lotu, co? Sam sobie kurwa teraz planuj ten cały ślub! Będę jutro Kate, do zobaczenia. - oznajmiła wściekła. 'Będę jutro'....?
Chwilę po tej rozmowie do mojego apartamentu wparował Iker z Cześkiem (pieszczotliwe przezwisko, nie czepiajcie się) i popatrzyli na mnie ze strachem w oczach.
- No co? - zapytałam.
- Czemu się tak darłaś? 
- Bo mój przyjaciel powiedział mojemu byłemu, że tu będę i ten odebrał mnie z lotniska - powiedziałam zirytowana. - Nie widziałam go rok i nagle wyskakuje mi przed oczami jak wychodziłam z hali przylotów. Chcielibyście się znaleźć kiedyś w takiej sytuacji? Wątpię. Dobra, idźcie na obiad, zaraz tam dojdę. 
- Aleeee.... My już jedliśmy i jedziemy na trening. Mieliśmy po ciebie przyjść z Fabregasikiem.
- Aaa... No okay, to niech któryś weźmie torbę ze sprzętem, już idę - oznajmiłam z uśmiechem, schowałam mój telefon, który ciągle dzwonił i wyszłam z pokoju. 

*** 
Dobra, wiem, że to jest do dupy. 
Niedługo postaram się trochę rozkręcić akcję. 
Buziaki :*

wtorek, 12 sierpnia 2014

VII.

- Rozmawiaj ze mną, dopóki nie wejdę do samolotu, proszę. Ostatni raz taki długi lot odbywałam razem z nim, a po drugie strasznie mi się nudzi samej. Czemu nie możesz lecieć ze mną?
- Oj, kochanie. Nie mogę przylecieć, bo mam na głowie mój ślub, który zbliża się wielkimi krokami. A po drugie, będziesz tam miała tych swoich Hiszpanów - wyczuwałam przez telefon sarkastyczny ton jej głosu. Powiem tak. Colleen bardzo nie lubi reprezentacji Hiszpanii i ogólnie tego kraju, wręcz nienawidzi. Więc wyobraźcie sobie, co biedna musiała czuć, kiedy powiedziałam jej, że przeprowadzam się do Madrytu. Bójcie się Boga ludzie, serio. Chciała rzucić we mnie jej ulubionym wazonem. Dobrze, że akurat wtedy Aaron wszedł do mieszkania, inaczej chyba opłakiwałaby moją śmierć w więzieniu. 
- Skarbie, oni nie są tacy okropni za jakich ich masz - zaśmiałam się. - Gdybyś ich poznała....
- Nie chcę ich poznawać! Ja mam swoją jedyną, ukochaną reprezentację i ona mi starczy. 
- Dobra, już się tak nie denerwuj  bo złość piękności szkodzi. Kończę, bo już wchodzę na pokład, dam znać jak dolecę do Rio. Kocham Cię! 
- Ha ha ha, bardzo śmieszne. Okay, do usłyszenia. Też cię kocham. 
Może ktoś chce zabrać mnie jakimś nadnaturalnie szybkim odrzutowcem do Brazylii, co? Naprawdę nie mam ochoty spędzać 17 godzin, z przesiadką w samolocie. Nikt nie chce? Dzięki wielkie. Reprezentację pewnie jakimiś czarterowymi samolotami tam latają, a ja muszę takim zwykłym i jeszcze w dodatku w klasie ekonomicznej! Michael, mogłeś się bardziej postarać i przynajmniej mi jakąś biznesową załatwić. Zajęłam swoje miejsce, obok jakiegoś dziecka (mam się bać?), rozwaliłam się jak u siebie w domu i od razu zasnęłam. Nie czepiajcie się, jest już wieczór, a ja przez całą noc nie spałam, bo tak się stresowałam lotem. Do Anglii albo czegoś w tym stylu nie boję się latać, ale w tak dalekie podróże nigdy nie latałam sama. Aż do teraz. 
Po przesiadce w Paryżu znowu zasnęłam i obudziła mnie dopiero stewardessa, kiedy to już szykowaliśmy się do ładowania w Rio de Janeiro. Jezu, mam nadzieję, że jego reprezentacja przyleciała wcześniej i przypadkiem na nich nie wpadnę. Chyba bym tego nie przeżyła. W czasie czekania na mój bagażu, postanowiłam zadzwonić do Colleen. 
- Cześć Col, już doleciałam, właśnie czekam na walizkę.
- Haha, sorry, ale Colleen jest pod prysznicem - usłyszałam w słuchawce głos mojego przyjaciela. - Mimo to przekażę jej, że jesteś cała i zdrowa. Ja też się cieszę. 
- Dzięki Aaron, to miło, że się o mnie tak martwcie, ale nie potrzebnie. 
- Oboje wiemy, że boisz się latać tak daleko sama. 
- Przespałam całą drogę, wiec nawet o tym nie myślałam - wytłumaczyłam. - O, mój bagaż nadjeżdża, czekaj... Okay. To ja kończę, idę złapać jakąś taksówkę. Buziaki z Rio! - zaśmiałam się i cmoknęłam do telefonu. 
- Hah, buziaki z Londynu! - w odpowiedzi usłyszałam to samo, a potem się rozłączyłam. Teraz tylko muszę jakoś dotrzeć do hotelu i... Nagle zmarłam. On był na lotnisku. Ale co tu robił do kurwy nędzy?! Przecież... Wygląda tak, jakby na kogoś czekał... Tylko na kogo? 

***
Gdzie ona jest?, pomyślałem. Od Aarona wymusiłem, żeby powiedział mi co się z nią dzieje, bo z jego szaloną narzeczoną nie do się porozmawiać. Powiedział mi, że była u nich przez weekend, a potem musiała wracać do Madrytu, bo leci do Brazylii jako dziennikarka. Z Hiszpanami. Z HISZPANAMI. Powiedział też kiedy i o której ma lot, więc to sprawdziłem i oto jestem. Chcę ją już zobaczyć, wiecie? Strasznie żałuję tego co zrobiłem rok temu. Tego, że ją zostawiłem. Ale postaram się wszystko naprawić. Odzyskam ją. Teraz zostaje mi tylko czekać.

***
Kurwa! Kurwa kurwa kurwa, on czeka na mnie. Mam do niego iść czy może lepiej szybko wyjść z gmachu lotniska i złapać taksówkę? Nie wiem czy mam ochotę na konfrontację z nim. Ale z drugiej strony okropnie za nim tęsknię. Dobra, raz kozie  śmierć! 
- Chyba mnie szukasz. 
- Kate.
- Ha, we własnej osobie. Domyślam się, że któreś z dwójki Aaron - Colleen musiało ci powiedzieć, że tu będę, choć stawiam na to pierwsze, bo to drugie cię nienawidzi. Nie odzywaj się do mnie, nie dotykaj mnie, po prostu weź mój bagaż, zaprowadź mnie do samochodu i zawieź do hotelu.
- Dobrze.
- Dalej nie wiem, jak mogłeś mi to zrobić  - nawiązałam do tej sprawy ze łzami w oczach i wyszłam na zewnątrz, on przybiegł za mną i próbował objąć, ale mu nie pozwoliłam. Zrezygnowany podszedł do samochodu, otworzył przede mną drzwi i w ciszy ruszyliśmy do mojego hotelu. 
***
Nasze gołąbeczki się spotkały, lecz dalej nie wiecie kim jest ten miły pan który tak nie ładnie potraktował naszą Kate. 
Wiem hahaha jestem wredna :D 
Za wszelkie błędy przepraszam, rozdział pisany na telefonie. 
Do następnego.
Buziaki :*

wtorek, 29 lipca 2014

VI.

- Musisz już jechać? -zapytała smutna Colleen. Nie lubiłam jej w takim nastroju, ale to było konieczne.. 
- Taka praca kochana! Redakcja wysyła mnie jako jedyną na mundial, jeszcze muszą mi coś tam dać, wytłumaczyć i lecę do Rio za dwa dni. A wiesz, będę tam siedzieć z miesiąc, a jeszcze trzeba się spakować. Wiesz jak idzie mi pakowanie - zaśmiałyśmy się obie. - Mój samolot. Paaa Col! Zobaczymy się... Boże, wasz ślub! 
- W sierpniu, spokojnie. A teraz idź już na pokład, bo odlecą bez ciebie do tej Hiszpanii. Kocham Cię!
- Ja ciebie też! Zadzwonię po lądowaniu! 
- Okay! 

***

- Spierdalaj! Nie chcę cię znać! 
- Ale o co ci do cholery chodzi?! Co ja zrobiłem?! - zapytał zdezorientowany, a ja pokazałam mu jakieś zdjęcie, na które natknęłam się przez przypadek w internecie. - Skąd ty to masz? 
- Nieważne! A teraz albo się wytłumaczysz, albo stąd znikasz! W trybie natychmiastowym! - byłam już bardzo wkurwiona. Jak on mógł mi to zrobić? Myślałam, że mnie kocha. A tu jakieś nocne kluby i pocałunki z przypadkowymi kobietami! 
- Ona mnie pocałowała! A ja ją odepchnąłem! Nie wiem czemu to zrobiła! Uwierz mi, proszę... - powiedział błagalnie. - Wiesz, że kocham cię najbardziej, prawda?
Wiedziałam.
- Nadwyrężyłeś moje zaufanie. Przez tydzień śpisz na tej jakże wygodnej kanapie w salonie, jasne? Albo nie. Zapytaj Aarona czy by cię nie przygarnął, bo muszę to wszystko przemyśleć. Idź się pakować. 

"Colleen, chcesz odpocząć od swojego faceta?"

"Oczywiście! :D" 

"No to się pakuj, przez tydzień mieszkasz u mnie :)"

"Aaaa...yyy... o.O"

"On się wprowadzi do was, bo mnie wkurwił i nie chcę go na oczy widzieć!"

"Okay. Będę za godzinę. Powiem też Aaronowi, żeby się nie zdziwił bidulek :D"

- WSZYSTKO JEST JUŻ ZAŁATWIONE! ŻEGNAM! 

***

Czy to już jakaś tradycja, żeby wspominać na pokładzie samolotu? W czasie podróży do domu? Tak, jak najbardziej mogę nazwać Madryt moim domem. Bo tam skąd pochodzę, nie mam już nikogo. Moi rodzice nie żyją, nie wiem gdzie jest mój mały braciszek i jeszcze do tego wszystkiego On mnie zostawił! Pierdolony cham, pomyślałam wreszcie.
Wracając do mojej rodziny... Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Byli wtedy na romantycznej kolacji czy jakoś tak, więc ja zostałam Luke'iem, moim bratem. Gdzieś ok. północy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi, ale nie byli to nasi rodzice, tylko policja, która przyjechała nam powiedzieć o tej tragedii. Miałam 18 lat, on 14. Wszystko spadło na mnie, zwłaszcza Luke. Opieka nad nim. 
A teraz ja - według niego, najlepsza siostra - nawet nie wiem gdzie jest i co się z nim dzieje.
- Za chwilę lądujemy, proszę pani. 
- Doskonale, dziękuję - powiedziałam i posłałam stewardessie uśmiech. Już po 15 minutach wysiadałam na madryckim lotnisku i szłam ku wyjściu. 
- Dzień dobry, panie Szefie! Kiedy mam być w redakcji?... Właśnie wychodzę z lotniska... Okay, to wsiadam w autobus i już jadę, do zobaczenia! - krzyknęłam ucieszona do słuchawki. Wbrew pozorom mój szef był naprawdę świetnym facetem, każdy go lubił. 

"Wylądowałam, będę jechać do redakcji po wszystkie "współrzędne" i bilety na samolot. Nie martw się, pogadamy później ;)"  napisałam do Colleen. 

"Nie lubię tej twojej pracy >.< Ale dobra, czekam na telefon :*"

"WAŻNE, ŻE JA JĄ LUBIĘ HAHA! Kocham <3"

Chwilę później byłam już w redakcji. Przywitałam się z wszystkimi i poszłam do gabinetu mojego szefa.
- Naprawdę cieszę się, że przyszłaś teraz, bo jutro mam totalne urwanie głowy. To wiesz już, że będziesz wszędzie łazić za Hiszpanami, prawda? Jak jakaś psycho fanka - zaśmiał się. - Tu masz identyfikator i bilety na samolot. W razie gdyby nasi reprezentanci odpadli już po fazie grupowej, ty nie wracasz, zostajesz do samego finału, zrozumiano? 
- Tak. 
- Mówiłaś mi kiedyś, że zrobiłaś kurs fotograficzny. Dałbym ci lustrzankę i robiłabyś też zdjęcia, co ty na to? Zapłaciłbym dodatkowo - chytrze się uśmiechnął. No uwielbiam faceta, serio! 
- Zgoda hahaha. 
- Okay, to idź do Hanny, ona da ci aparat. Powodzenia i do zobaczenia za miesiąc Kate. 
Nie mogę zawieść Michael'a, dał mi najlepsze zlecenie jakie kiedykolwiek od kogoś dostałam. Nie mogłam tego spieprzyć. NIE spieprzę. 
- A tak w ogóle, to dlaczego akurat ja? - zapytałam jeszcze przed wyjściem.
- Jesteś naszą najlepszą dziennikarką, należało ci się. 
No cóż, jeśli rzeczywiście tak jest, to...

BRAZYLIO, NADCHODZĘ! 

~*~
Wiem, że wam się nie spodoba 
Czekam na opinie :) 
Buziaki ;**

czwartek, 24 lipca 2014

V.

- Wiedziałam, że do waszego spotkania dojdzie wcześniej niż później! Byłam pewna, że cię tam wyślą! - wrzeszczała ucieszona Colleen. Boże, czy jej się kiedyś wyczerpią te nakłady energii? A może ma jakieś ADHD? Muszę o ty porozmawiać z Aaronem, ale to potem. - Czemu nic nie mówisz?
- Nie wiem po prostu z czego tu się cieszyć. Wiedziałam o tym, ale ja będę tam z Hiszpanami. Nie ta grupa, nie ten hotel, nie ta miejscowość. Nawet go nie spotkam. 
- Pesymistka - mruknęła.
- Raczej realistka. Przede wszystkim, postarałabym się o to, żeby mnie nie zobaczył i nie wiedział, że tam jestem. Pewnie i tak już dawno o mnie zapomniał.
Czy miałam rację? Nie wiem. W głębi duszy miałam nadzieję, że on dalej kocha mnie tak, jak ja jego. Że mnie pamięta, że chce mnie odzyskać. Ale gdyby chciał, to zrobiłby to już dawno, prawda? I nagle cała nadzieja prysnęła jak bańka mydlana. 
Już mnie NIE kochał. 
NIE chciał mnie odzyskać. 
A ja, głupia, nie umiałam tak po prostu zapomnieć. 
Nie umiałaś czy nie chciałaś?
- Chodźże na jakieś zakupy, bo zaraz przez ciebie zwariuję. I rozpierającą cię cały czas energię. 
Zaraz zostałam pociągnięta do drzwi w akompaniamencie pisków podniecenia. 
- Jedziemy wybrać suknię ślubną! - popatrzyłam ze strachem w oczach to na nią, to na jej narzeczonego, który w zamian patrzył z rozbawieniem na nas i zanim wyszłyśmy, a raczej ona wyszła, a ja zostałam wyciągnięta siłą, powiedział tylko bezgłośnie powodzenia. Ja jako najlepsza i z najlepszym refleksem przyjaciółka pokazałam mu mój ulubiony palec. Środkowy. Potem usłyszałam jak jego śmiech roznosi się po klatce schodowej. 

- Jezuuu, Col... To już piętnasta. Możemy to skończyć kiedy indziej? 
- NIE! - odmówiła kategorycznie i ja już wolałam się nie odzywać. - Ta ci się spodoba, zobaczysz. 
I wyszła z przebieralni w tej sukni. A mnie szczęka opadła do samej ziemi. Wyglądała przecudownie. To była jej wymarzona suknia. Wiem co mówię. 
- Wyglądasz pięknie. Aaron padnie z zachwytu przed ołtarzem - powiedziałam szczerze. Dalej nie mogłam wyjść z podziwu. 
- Myślisz? Bierzemy?
- O MÓJ BOŻE, TAK! 
- Muszę ostudzić twój entuzjazm, bo zaraz idziemy szukać sukienki dla druhny, którą jesteś ty kochana.
Czyli to jeszcze nie koniec?

- DAJ ŻYĆ! Nie możemy poszukać sukienki dla mnie jutro? 
- Jutro nie będziemy łazić po sklepach - czy może być coś jeszcze gorszego?, pomyślałam. - Oh God! Patrz na tą! - podbiegła do jakiejś i ją wskazała, ale ja nie zwracałam na nią uwagi. Właśnie znalazłam najpiękniejszą suknię jej druhny ever! Bo lepszej mieć nie będzie, co nie?
- Colleen? A tamta? - gdy ją zobaczyła, oczy omal nie wyszły jej z orbit, tak jak mnie po zobaczeniu jej w jej kreacji. 
- Idź do przymierzalni, ja ci przyniosę. 
Po chwili ją dostałam. Rozebrałam się i ją włożyłam. A potem wyszłam, żeby pokazać się Col, a ta zrobiła mi zdjęcie. Nie wiem po co, ale dobra, niech jej już będzie. 
- To jest sukienka dla mojej druhny. Bierzemy ją.
I wiecie co wam powiem? ZAKUPY W KOŃCU SKOŃCZONE! 

***


Podczas lotu do Brazylii, dostałem sms'a od Colleen. Col?, pomyślałem. Przecież ta kobieta nie kontaktowała się ze mną z własnej woli odkąd... no... yyy... zostawiłem jej najlepszą przyjaciółkę.

"Tylko spójrz idioto co straciłeś!" przeczytałem i zobaczyłem zdjęcie Kate w pięknej sukience. Mojej Kate. Boże, nie widziałem jej od roku! Ale ona pewnie już o mnie zapomniała... Na pewno.
- Co tam masz chłopie? - zapytał mój kolega, debiutant w kadrze.
- Zdjęcie najpiękniejszej dziewczyny na świecie. Ale przez własną głupotę ją straciłem.
- Kochasz ją?
- Oczywiście, że tak! Gdyby tylko nie pewna sprawa z przeszłości, przez którą musiałem odejść, ona siedziałaby pewnie teraz na twoim miejscu.
- Skoro tak bardzo ją kochasz, to o nią walcz!
- Stary, to było ponad rok temu....
- I to ma ci przeszkodzić...? Poddasz się?!
- Poddałem się w chwili kiedy ją zostawiłem... Największy i najbardziej kosztowny błąd jaki w życiu popełniłem - oznajmiłem spokojnie i na tym skończyła się rozmowa. Chyba trochę chłopaka wytrąciłem z równowagi i odechciało mu się ze mną gadać. Takie życie, co zrobić? 

Byłem strasznie zmęczony, ale zanim poszedłem spać, wystukałem jeszcze krótką odpowiedź: "Przecież wiem Colleen, przecież wiem... "

***

- A tak w ogóle, to kto jest drużbą? - zapytałam zaciekawiona, podjadając ciastka. Nikt nic mi nie mówił, a kiedy tylko pojawiało się słowo "drużba", oboje natychmiast milkli. - No słucham. Muszę wiedzieć z kim będę miała do czynienia. 
Kiedy zobaczyłam wspołczujący wzrok mojej przyjaciółki, od razu się domyśliłam. Rzuciłam Aaronowi gniewne spojrzenie i wybiegłam z ich mieszkania. Ku mojemu zaskoczeniu żadne z nich nie pobiegło za mną. Może to i dobrze? Mogę pobyć trochę sama z własnymi myślami. Wiem, że On jest jego najlepszym kumplem, ale... Kurwa, musiał mi to robić?! Przecież doskonale wie co ja przeżywam! A teraz przyszły pan młody chce zepsuć to wszystko, co udało mi się osiągnąć bez Niego. Bo powrócą wszystkie wspomnienia. Nawet te najgłębiej skryte. A wtedy, no cóż, będę w czarnej dupie, za przeproszeniem. 

                ~*~                 
Dupa, dupa, dupa....
Czekam na opinie ;)
Buziaki :*